<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-2237692942468434781</id><updated>2012-02-16T11:30:46.920-08:00</updated><title type='text'>Włoskie Impresje</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://mojewlochy.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2237692942468434781/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojewlochy.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>KMG</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09974135205431882018</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>21</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2237692942468434781.post-4815614664678768019</id><published>2009-01-25T07:12:00.000-08:00</published><updated>2009-01-25T07:13:23.394-08:00</updated><title type='text'>Turyńskie Arkady</title><content type='html'>...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2237692942468434781-4815614664678768019?l=mojewlochy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojewlochy.blogspot.com/feeds/4815614664678768019/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2237692942468434781&amp;postID=4815614664678768019' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2237692942468434781/posts/default/4815614664678768019'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2237692942468434781/posts/default/4815614664678768019'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojewlochy.blogspot.com/2009/01/turyskie-arkady.html' title='Turyńskie Arkady'/><author><name>KMG</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09974135205431882018</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2237692942468434781.post-3571987510574013177</id><published>2009-01-11T05:34:00.000-08:00</published><updated>2009-01-11T06:19:41.694-08:00</updated><title type='text'>Narty w dolinie Susa</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SWn_U0cz0SI/AAAAAAAAGf0/DGi-pFnKLX8/s1600-h/Zdj%C4%99cie069.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SWn_U0cz0SI/AAAAAAAAGf0/DGi-pFnKLX8/s200/Zdj%C4%99cie069.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5290039970465304866" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wreszcie udało mi się wybrać na narty w Alpy włoskie. Udaliśmy się (wraz z kolegą) do doliny Susa, znajdującej się najbliżej Turynu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Około 90 km od Turynu znajduję się kilka słynnych kurortów narciarskich. Najsłynniejsze z nich to Sestriere, tuatj też jest Pragelato, Sauze d'Oulx, Sansicario, Cesana, &lt;a href="http://www.claviere.it/index.php?lang=en"&gt;Claviere&lt;/a&gt; and Mongenevre. To miejsce gdzie odbyły się igrzyska olimpijskie (Torino 2006). Możemy spróbować swych sił na trasach alpejskich.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SWn_MQ2PaCI/AAAAAAAAGfs/RiuO8U4cULQ/s1600-h/Zdj%C4%99cie062.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SWn_MQ2PaCI/AAAAAAAAGfs/RiuO8U4cULQ/s200/Zdj%C4%99cie062.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5290039823469340706" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sestriere  to snobistyczne i drogie miejsce, tutejsza betonowa architektura nie powala. Większość tras to trasy dla zaawansowanych narciarzy. Znajomi włosi polecili nam Claviere, mała urocza wioska, nieopodal, ceny za karnety były niższe  i ludzi mniej. Musze zaznaczyć, że większość wymienionych miejscowości jest ze sobą "narciarsko" połączonych, zatem kupując łączony karnet można szusować startując z jednego obszaru i przemieszczać się do kolejnego. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kupiliśmy łączony karnet na Claviere-Mongenevre, cena jednodniowa to 32 EU i to niska cena jak na warunki alpejski. Dodatkowo zakupiłem ubezpieczenie: cena 2 EU.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niech mi będzie wolno zaznaczyć, że Mongenevre znajduję się już po stronie francuskiej, ale w sumie trudno to zauważyć, tu Europa jest naprawdę zjednoczona.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie miałem własnego sprzętu, wiec go zapożyczyłem. Cena 16 EU za cały sprzęt. Jakość sprzętu lepsza niż w polskich wypożyczalniach. Niestety nie zwróciłem uwagi na jakość nart. W praniu wyszło, że krawędzie były zupełnie wyjeżdżone. Na szczęście tego dnia nie było oblodzonych szlaków. &lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SWn_CJapGzI/AAAAAAAAGfk/ALp56ctYvP8/s1600-h/Zdj%C4%99cie059.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SWn_CJapGzI/AAAAAAAAGfk/ALp56ctYvP8/s200/Zdj%C4%99cie059.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5290039649675844402" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Śniegu było niesamowicie dużo, to jest wyjątkowa zima, takiego śniegu nie pamiętają najstarsi alpejscy górale;). Ludzi było niewiele, brak kolejek do wyciągów, większość krzesełek na wyciągach jeździła nieobsadzona. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trochę było drogo jeśli chodzi o przekąski. Tradycyjne włoska, górska potrawa, polenta z parówkami to 12 EU, grzane wino 3.5 EU. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W &lt;a href="http://www.vialattea.it/it/cartina.html"&gt;Claviere&lt;/a&gt; mamy bardzo dużo tras, o zróżnicowanym stopniu trudności, od szlaków czarnych, miejscami to są po prostu pionowe ściany;), poprzez szlaki czerwone (średnio-zaawansowane) do szlaków niebieskich miejscami płaskimi trasami.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Można było wjechać na szczyty powyżej 2 500 m.n.p.m. Stamtąd prowadziły trasy czarne, czerwone. Pogoda była piękna i żal było wracać do Turynu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam nadzieje, że przed opuszczeniem Turynu, raz jeszcze wrócę na stoki alpejskie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;p.s.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niech mi będzie jeszcze wolno napisać, że wyciągi pracują od 8.30 do 16.30.  &lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SWn-5yBDfWI/AAAAAAAAGfc/QzWoG_z5TTg/s1600-h/Zdj%C4%99cie057.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SWn-5yBDfWI/AAAAAAAAGfc/QzWoG_z5TTg/s200/Zdj%C4%99cie057.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5290039505955552610" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2237692942468434781-3571987510574013177?l=mojewlochy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojewlochy.blogspot.com/feeds/3571987510574013177/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2237692942468434781&amp;postID=3571987510574013177' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2237692942468434781/posts/default/3571987510574013177'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2237692942468434781/posts/default/3571987510574013177'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojewlochy.blogspot.com/2009/01/narty-w-dolinie-susa.html' title='Narty w dolinie Susa'/><author><name>KMG</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09974135205431882018</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SWn_U0cz0SI/AAAAAAAAGf0/DGi-pFnKLX8/s72-c/Zdj%C4%99cie069.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2237692942468434781.post-7370316538992557176</id><published>2008-11-29T08:14:00.000-08:00</published><updated>2009-01-11T06:57:14.728-08:00</updated><title type='text'>Torino Film Festival</title><content type='html'>W Turynie rok rocznie odbywa się &lt;a href="http://www.torinofilmfest.org/"&gt;festiwal filmowy&lt;/a&gt;. Dlaczego tutaj? Turyn to miejsce wyjątkowe w historii kina włoskiego. To tutaj powstała pierwsza we Włoszech wytwórnia filmowa, to tutaj znajduję się muzeum kina, to tutaj wciąż kręci się dużo włoskich filmów. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tegoroczny festiwal był dwudziestym szóstym, odbywał się w okresie 21-29 listopada.&lt;br /&gt;Prezentowano tutaj raczej filmy niszowe. W tym roku honorowym gościem festiwalu był Roman Polański. Pokazano jego najważniejsze filmy, poczynając od "Noża w wodzie", a kończąc na "Pianiście". Już kilka tygodni wcześniej w muzeum kina zorganizowano ekspozycję (głównie plakaty filmowe) poświęconą Polańskiemu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tym roku był jeszcze jeden polski akcent na festiwalu,  pokazano przegląd filmów Andrzeja Wajdy. Od "Kanału" do "Katynia". Ja wybrałem się na "Zemste", film reżyserowany przez Wajdę z Polańskim w roli Papkina. Chyba włosi mieli problemy ze zrozumieniem przesłania...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Filmy były pokazywane w kilku kinach. Można było próbować rezerwować bilety przez internet. Jednak w praktyce prościej było się udać do kina. Zawsze było miejsce. Każdy film pokazywany był kilka razy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2237692942468434781-7370316538992557176?l=mojewlochy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojewlochy.blogspot.com/feeds/7370316538992557176/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2237692942468434781&amp;postID=7370316538992557176' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2237692942468434781/posts/default/7370316538992557176'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2237692942468434781/posts/default/7370316538992557176'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojewlochy.blogspot.com/2008/11/torino-film-festiwal.html' title='Torino Film Festival'/><author><name>KMG</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09974135205431882018</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2237692942468434781.post-3778002821317015567</id><published>2008-11-23T06:37:00.001-08:00</published><updated>2009-01-11T06:33:42.511-08:00</updated><title type='text'>Festyn na Madama Cristina...</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SWoDQMiLVXI/AAAAAAAAGgM/F4LZFsvq1lI/s1600-h/HPIM8102.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SWoDQMiLVXI/AAAAAAAAGgM/F4LZFsvq1lI/s200/HPIM8102.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5290044289077433714" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Już kilka dni poprzedzających zamknięcie ulicy Madama Cristina (na której mieszkam) można było zauważyć, że coś się święci. Wzdłuż chodników były rozwieszone wstążki z komunikatami zabraniającymi parkować. Nie miałem zielonego pojęcia dlaczego...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W niedziele rano okazało się, że cała ulica została zamknięta, okoliczni sklepikarze i restauratorzy zorganizowali stragany, sprzedając na nich różnego rodzaju towary, jedzenie. Około południa odbyły się oficjalne obchody święta, dzielnicy. Na placu Madama Cristina, w miejscu gdzie codziennie jest targ warzywny, odbyła się uroczysta msza święta. Następnie lokalny zespół folkrorystyczny zaprezentował swoisty pokaz.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SWoDG2OAW-I/AAAAAAAAGgE/4_9QZAPF7TE/s1600-h/HPIM8104.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SWoDG2OAW-I/AAAAAAAAGgE/4_9QZAPF7TE/s200/HPIM8104.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5290044128468425698" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Był to pochód na czele, którego szli pary "arystokratów" w strojach osiemnastowiecznych, tak przynajmniej mi się zdaję. Potem szła gruba perkusistów, bębniarzy, grając jakąś rytmiczną melodię, a na końcu grupa z flagami (charakterystycznymi dla dzielnicy).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W pewnym momencie flagowi rozpoczęli pokaz, podczas którego w wymyślny sposób wymachiwano flagami. Najbardziej zaawansowani podrzucali kilka flag jednocześnie...&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SWoC4eCI3mI/AAAAAAAAGf8/ljeU0rNOzSc/s1600-h/HPIM8119.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SWoC4eCI3mI/AAAAAAAAGf8/ljeU0rNOzSc/s200/HPIM8119.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5290043881458032226" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Musze powiedzieć, że spodobał mi się ten festyn. Widać, że włosi przywiązują dużą wagę do swojej tradycji, starają się ją jakoś kultywować i tego możemy uczyć się od nich...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2237692942468434781-3778002821317015567?l=mojewlochy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojewlochy.blogspot.com/feeds/3778002821317015567/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2237692942468434781&amp;postID=3778002821317015567' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2237692942468434781/posts/default/3778002821317015567'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2237692942468434781/posts/default/3778002821317015567'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojewlochy.blogspot.com/2008/11/festyn-na-madama-cristina.html' title='Festyn na Madama Cristina...'/><author><name>KMG</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09974135205431882018</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SWoDQMiLVXI/AAAAAAAAGgM/F4LZFsvq1lI/s72-c/HPIM8102.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2237692942468434781.post-4890856021155429154</id><published>2008-11-23T05:47:00.000-08:00</published><updated>2008-11-23T06:13:53.379-08:00</updated><title type='text'>Turyn – miasto naprawdę alpejskie</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SSlhForS_vI/AAAAAAAAFe4/_65zbAzS2QY/s1600-h/HPIM8086.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SSlhForS_vI/AAAAAAAAFe4/_65zbAzS2QY/s200/HPIM8086.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5271851588260134642" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przeciętny turysta może wątpić w alpejskość Turynu, może nawet zastanawiać się, dlaczego w 2006 roku odbyły się tutaj zimowe igrzyska olimpijskie (&lt;a href="http://mojewlochy.blogspot.com/2008/11/torino-2006-po-olimpiadzie.html"&gt;patrz&lt;/a&gt;).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fakty jednak są takie, że Turyn jest otoczony Alpami, od północnej, zachodniej i południowej strony. Wschodnia część miasta leży na dość rozległych i stosunkowo wysokich wzgórzach, najwyższe jest chyba wzgórze z bazyliką di Superega (&lt;a href="http://mojewlochy.blogspot.com/2008/04/bazylika-de-superga-turyn.html"&gt;patrz&lt;/a&gt;). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wspomniane uwarunkowania geograficzne połączone z dużym uprzemysłowieniem miasta sprawiają, że większą cześć roku, Turyn spowity jest mieszanką smogu i mgły. Dlatego przeciętny turysta może spędzić w Turynie nawet miesiąc i może wątpić w prawdziwość zdjęć panoramicznych przedstawiające okoliczne szyty alpejskie, które widoczne są podobno gołym okiem z Turynu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak raz na jakiś czas, po całonocnej wichurze, coś w rodzaju naszego halnego, smog i mgła znikają i ukazuje się nam przepiękna panorama. Szczególnie porą zimową, gdy szczyty bielą się w słońcu i kontrastują z ciemnymi dolinami i błękitnym niebem.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SSlg4uo9oII/AAAAAAAAFew/dn7zBhhv-48/s1600-h/HPIM8089.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SSlg4uo9oII/AAAAAAAAFew/dn7zBhhv-48/s200/HPIM8089.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5271851366522658946" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W takie dni z miasta widać wyraźnie Monte Viso, Grand Paradiso, Monte Rosa oraz dolinę Susy, która jest po zachodniej stronie miasta. Widać także Sacra di San Michele (&lt;a href="http://mojewlochy.blogspot.com/2008/10/sacra-di-san-michele.html"&gt;patrz&lt;/a&gt;). Przyznaję, że gdy włosi opowiadali mi, że klasztor  ten jest widoczny, w pogodne dni, z Turynu, uważałem to za jeszcze jedną tubylczą legendę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przedwczoraj (w piątek) w nocy dość mocno wiało, w sobotę rano na niebie nie było ani jednej chmurki, podobnie była i dziś, w niedziele. Tak więc w miarę wczesnym niedzielnym przedpołudniem udałem się do muzeum gór, na wzgórze kapucynów (&lt;a href="http://mojewlochy.blogspot.com/2008/09/z-cai-w-grach.html"&gt;patrz&lt;/a&gt;). Na dachu muzeum znajduję się taras widokowy, jest tutaj także legenda, za pomocą, której rozpoznamy główne szczyty alpejskie. Udało mi się zrobić nie najgorsze zdjęcia, kilka z nich zamieszczam na tym blogu. &lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SSlgp3vKXII/AAAAAAAAFeo/nRLM8fNwNPs/s1600-h/HPIM8082.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SSlgp3vKXII/AAAAAAAAFeo/nRLM8fNwNPs/s200/HPIM8082.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5271851111266540674" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Góry rzeczywiście widać jak na dłoni, wydają się być na wyciągnięcie ręki, jednak w rzeczywistości, trzeba spędzić około godziny, może więcej, w samochodzie by dojechać do najbliższej doliny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mimo tego Turyn niewątpliwie jest miastem alpejskim…&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SSlf9A1mo2I/AAAAAAAAFeY/571HgRyvDgw/s1600-h/HPIM8070.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SSlf9A1mo2I/AAAAAAAAFeY/571HgRyvDgw/s200/HPIM8070.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5271850340615365474" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.S.&lt;br /&gt;Jedna mała uwaga niezwiązana z Alpami i Turynem. Wychodząc z muzeum gór zauważyłem na wystawie sklepu z pamiątkami, kartonowe modele szopek krakowski, do samodzielnego składania, było to wydawnictwo polskie. Rozejrzałem się uważniej i zauważyłem także dużą liczbę różnych folderów reklamujących Kraków, &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Kraków miasto szopek bożonarodzeniowych, trzy dni w Krakowie&lt;/span&gt; itp. (wszystko było w języku włoskim) Widać, że miasto królewskie Kraków postawiło na cichą promocję, wykorzystuje swoje atuty (tradycję i kontakty) i reklamuję się nawet w muzeum górskim w Turynie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozumiem, że jacyś krakowscy alpiniści zaszczepili te krakowskie szopki na wzgórzu Kapucynów. Jednak przychodzi mi do głowy taka smutna refleksja związana z Wrocławiem. Prezydent Dutkiewicz właściwie wmówił wrocławianom i znacznej części Polski, że Wrocław najlepiej rozwijającym miastem jest. Staraliśmy się nawet o EXPO. Innymi słowy pan Rafał Dutkiewicz prowadzi bardzo szumny &lt;span style="font-style:italic;"&gt;PR&lt;/span&gt;, ale ten wielki szum jest słyszalny tylko w mieście Wrocław i jego okolicy. Bo czy ktoś jest w stanie wymienić miasta na świecie, które poprzednio organizowały EXPO?  Ja wiem, że w 2012 będzie EXPO w Mediolanie, jednak wiem to z reklam rozwieszonych w tym mieście…&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SSlgMXZ_GHI/AAAAAAAAFeg/_bzKD4uC8wM/s1600-h/HPIM8139.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SSlgMXZ_GHI/AAAAAAAAFeg/_bzKD4uC8wM/s200/HPIM8139.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5271850604371581042" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Chyba nie tędy droga, może lepiej wydawać pieniądze na cichą, ale skuteczną promocję. Wiadomo, że z Krakowem będzie ciężko wygrać, słyszałem, że wielu katolików włoskich jeździ do Krakowa i jego okolic na wycieczki &lt;span style="font-style:italic;"&gt;śladami Jana Pawła II&lt;/span&gt;. Kraków ma swoją specyfikę i tradycję. No, ale ma także większe lotnisko, lepiej skomunikowane z regionem i z centrum miasta. Wrocław za to starał się o EXPO i EIT…, a lotnisko wygląda jak wyremontowany PRL’owski dworzec PKS…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2237692942468434781-4890856021155429154?l=mojewlochy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojewlochy.blogspot.com/feeds/4890856021155429154/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2237692942468434781&amp;postID=4890856021155429154' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2237692942468434781/posts/default/4890856021155429154'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2237692942468434781/posts/default/4890856021155429154'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojewlochy.blogspot.com/2008/11/turyn-miasto-naprawd-alpejskie.html' title='Turyn – miasto naprawdę alpejskie'/><author><name>KMG</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09974135205431882018</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SSlhForS_vI/AAAAAAAAFe4/_65zbAzS2QY/s72-c/HPIM8086.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2237692942468434781.post-7574945533138887422</id><published>2008-11-18T01:13:00.001-08:00</published><updated>2008-11-23T06:22:12.753-08:00</updated><title type='text'>Il Museo Nazionale dell’Automobile</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SScEsN1lArI/AAAAAAAAFd4/G5iaS39EHEg/s1600-h/HPIM7932.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SScEsN1lArI/AAAAAAAAFd4/G5iaS39EHEg/s200/HPIM7932.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5271187046535594674" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W Turynie, mieście FIAT’a (wymawiać z akcentem na „I”), mieści się, a jakże, muzeum samochodowe. Zanim napiszę o muzeum, niech mi będzie wolno napisać kilka słów dygresji o regionie (Piemoncie), w którym mamy siedzibę Fiata. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Człowiek nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo Turyn i Piemont, jest uprzemysłowiony. To tutaj produkuję się lub produkowało przedmioty i produkty najbardziej zaawansowane technologicznie. Z Piemontu pochodziła firma Olivetti (z Ivre’y niedaleko Turynu). Gdy patrzymy na mapę miasta, albo spojrzymy na Turyn ze wzgórza z bazyliką de Superega, zauważymy fabrykę fiata na południu miasta, a na północy znajdują się fabryka IVECO, dziś także należące do Fiata. Ponadto Turynie siedzibę ma znana Lavaza, oraz Ferrero. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nic, więc dziwnego, że w Turynie słodycze i samochody odgrywają pierwszoplanową rolę. Podobno przez wiele lat Fiat wstrzymywał budowę metra w mieście, by utrzymywać większą sprzedaż samochodów…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wracając do głównego tematu, w Turynie znajduje się &lt;a href="http://www.museoauto.it/mambo/"&gt;narodowe muzeum automobilizmu&lt;/a&gt;. Jest to jedno z wielu narodowych muzeów w tym mieście, z tych ciekawszych, są jeszcze narodowe muzeum gór, narodowe muzeum kina (&lt;a href="http://mojewlochy.blogspot.com/2008/10/mole-antonelliana-muzeum-kina-w-turynie.html"&gt;patrz&lt;/a&gt;) i pewnie jeszcze kilka innych, o których zapomniałem, albo nawet nie wiem o ich istnieniu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Muzeum mieści się na końcu (idąc na południe), słynnego w Turynie, Parco del Valentino. Zdaje się, że stała siedziba muzeum jest w przebudowie, bowiem ekspozycja mieści się w pobliskiej hali wystawienniczej, chyba zbudowanej przed ponad stu laty z okazji wystawy przemysłowej... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tym roku Turyn jest światowa stolicą wzornictwa przemysłowego „&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;a href="http://www.torinoworlddesigncapital.it/portale/en/"&gt;Turin World Design Capital 2008&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;”. Z tej okazji muzeum samochodowe przygotowało trylogię wystawienniczą. Pierwsza ekspozycja, &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Novocento&lt;/span&gt;, której niestety nie widziałem, ukazywała samochód na przestrzeni ostatnich stu lat. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SScDzO6vkuI/AAAAAAAAFdo/67CHQdjc7Z8/s1600-h/HPIM6420.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SScDzO6vkuI/AAAAAAAAFdo/67CHQdjc7Z8/s200/HPIM6420.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5271186067573150434" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Druga część trylogii zatytułowana &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Velocita&lt;/span&gt;,  poświęcona było samochodom osiągającym duże prędkości. I tak prezentowano modele, które biły światowe rekordy szybkości, gdzieś na pustyniach ameryki północnej. Nie zbrakło bolidów formuły 1, głównie Ferrari. Pokazano również samochody rajdowe. Ciekawostką był Fiat Panda, który brał udział w wyścigu Paryż-Dakar. Ale na wystawie można było się także przyjrzeć Ford’owi T, który zapewne nie często przekraczał dozwoloną prędkość.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SScDgQ8wsYI/AAAAAAAAFdg/Z92AhxP1cN4/s1600-h/HPIM6397.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SScDgQ8wsYI/AAAAAAAAFdg/Z92AhxP1cN4/s200/HPIM6397.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5271185741700968834" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przy wielu samochodach stały oryginalnie zaprojektowane krzesła (z okazji Turin World design...). Można było na nich usiąść. Wszystkie były wygodne i stabilne, mimo, że część z nich wydawała się niepewna w konstrukcji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnia część trylogii została zatytułowana &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Dream&lt;/span&gt;, i tutaj zaprezentowano samochody przyszłości, a może marzeń, Trudno mi jest to określić, bo prezentowano i stare modele i nowe. Były samochody zasilane na baterie słoneczne i zwykłe silniki spalinowe. Ta ostatnia wystawa nie była tak spektakularna ja poprzednia.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SScEcmoRFSI/AAAAAAAAFdw/MrL4LXB4I8Q/s1600-h/HPIM7896.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SScEcmoRFSI/AAAAAAAAFdw/MrL4LXB4I8Q/s200/HPIM7896.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5271186778312742178" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2237692942468434781-7574945533138887422?l=mojewlochy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojewlochy.blogspot.com/feeds/7574945533138887422/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2237692942468434781&amp;postID=7574945533138887422' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2237692942468434781/posts/default/7574945533138887422'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2237692942468434781/posts/default/7574945533138887422'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojewlochy.blogspot.com/2008/11/il-museo-nazionale-dellautomobile.html' title='Il Museo Nazionale dell’Automobile'/><author><name>KMG</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09974135205431882018</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SScEsN1lArI/AAAAAAAAFd4/G5iaS39EHEg/s72-c/HPIM7932.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2237692942468434781.post-8104911742194373787</id><published>2008-11-10T00:27:00.000-08:00</published><updated>2008-11-10T00:34:49.104-08:00</updated><title type='text'>Całun Turyński</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SRfxGKiw4DI/AAAAAAAAFbA/X7tq-5bstKw/s1600-h/HPIM5666.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SRfxGKiw4DI/AAAAAAAAFbA/X7tq-5bstKw/s200/HPIM5666.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5266943377444757554" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Jedną z najbardziej znanych i tajemniczych relikwii kościoła katolickiego jest całun Turyński. Do dziś nie wiadomo, w jaki sposób powstał, czy jest wielką mistyfikacją czy namacalnym śladem po Mesjaszu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy pojawiłem się w Turynie, mimo, że całun jest zwany Turyńskim, jakoś tak nie kojarzyłem, że znajduję się on gdzieś tutaj, w którymś z kościołów. Przypadkiem w kościele uniwersyteckim, natknąłem się na zdjęcie całunu, a raczej negatyw zdjęcia, bowiem w obrazie z negatywu widać wyraźną postać człowieka. W kościele tym wisiała, także kopia oryginału wykonana z jakiegoś sukna. To zdarzenie uzmysłowiło mi, że jestem w mieście całunu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Całun po raz pierwszy pojawił się 544 r. w Odessie. Następnie po blisko 500 latach przeniesiono go do Konstantynopola. W 1353 r. po kolejnych zawieruchach, związanych z wojnami krzyżowymi, całun staje się własnością Goffredo de Charny (Lirey, dzisiejsza Francja).&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SRfx4Pq0UAI/AAAAAAAAFbI/9Vp00sZ-ihM/s1600-h/HPIM5668.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SRfx4Pq0UAI/AAAAAAAAFbI/9Vp00sZ-ihM/s200/HPIM5668.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5266944237814173698" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W 1453 r. całun został podarowany prze Małgorzate de Charny Ludwikowi Sabaudzkiemu, który przechowywał go do roku 1578 w Chambery (Francja), następnie całun został przeniesiony do Turynu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś całun znajduje się w katedrze Turyńskiej, znajdującej się pomiędzy zamkiem królewskim, a piazza Republica, przy via XX septembre.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Całun przetrwał dwa pożary, które pozostawiły na nim swoje piętna, pierwsze zdarzenie miało miejsce w 1534 r., a drugie, całkiem nie dawno (w 1997 r.). Po śmierci Umberto II, całun zgodnie z testamentem, przeszedł na własność stolicy apostolskiej jednak z zastrzeżeniem, że nigdy ma nie opuścić Turynu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś całun leży zamknięty w skrzyni, znajdującej się w jednej z kaplicy bocznych (lewej) katedry turyńskiej. W kościele znajduję się także fotografia całunu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2237692942468434781-8104911742194373787?l=mojewlochy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojewlochy.blogspot.com/feeds/8104911742194373787/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2237692942468434781&amp;postID=8104911742194373787' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2237692942468434781/posts/default/8104911742194373787'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2237692942468434781/posts/default/8104911742194373787'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojewlochy.blogspot.com/2008/11/caun-turyski.html' title='Całun Turyński'/><author><name>KMG</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09974135205431882018</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SRfxGKiw4DI/AAAAAAAAFbA/X7tq-5bstKw/s72-c/HPIM5666.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2237692942468434781.post-7153023833222699582</id><published>2008-11-08T09:49:00.000-08:00</published><updated>2008-11-21T11:31:22.897-08:00</updated><title type='text'>Torino 2006 - po olimpiadzie...</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SScKQwadwXI/AAAAAAAAFeA/1WTrbgwele8/s1600-h/HPIM8027.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SScKQwadwXI/AAAAAAAAFeA/1WTrbgwele8/s200/HPIM8027.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5271193171850543474" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;To już ponad dwa lata, niedługo trzy, po tym jak w Turynie odbyły się zimowe igrzyska.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pamiętam, że gdy przyjechałem do Turynu, to miałem wrażenie, że olimpiada dopiero co się  skończyła, lub zaraz się zacznie. W wielu miejscach w mieście, wciąż spotkamy slogany reklamowe Torino 2008. Każdy folder reklamujący Turyn zawiera logo igrzysk. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja pierwsze dwa tygodnie mieszkałem w akademiku studenckim na Luno Dora, który służył za wioskę olimpijską. Potem mieszkałem kilka miesięcy w byłej wiosce olimpijskiej, niedaleko Lingotto. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na pewno miasto dużo zyskało organizując olimpiade. Stało się rozpoznawalne w świecie, bo kto wcześniej był świadom istnienia Turynu, jednego z bardziej istotnych, pod względem ekonomicznym, miast we Włoszech.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sami Turyńczycy twierdzą, ze olimpiada przyniosła miastu wiele dobrego. Chociaż prace nad infrastrukturą trwały do samego rozpoczęcia igrzysk. Ja sam mieszkając w byłej wiosce olimpijskiej musze stwierdzić, że budynki wyglądają dobrze, ale z daleka. Mimo dopiero dwu lat użytkowania, ich stan jest opłakany.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SScLUGUjUBI/AAAAAAAAFeI/2g4QydnXbbU/s1600-h/HPIM5151.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SScLUGUjUBI/AAAAAAAAFeI/2g4QydnXbbU/s200/HPIM5151.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5271194328782557202" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Centrum handlowe w Lingotto, zbudowane w byłej fabryce fiata, to niewykorzystany moloch, brzydki z zewnątrz, źle zagospodarowany w środku… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Turynie po olimpiadzie pozostały hale sportowe, wspomniane centrum handlowe lingotto i spektakularna kładka olimpijska. Charakterystyczny most wiszący, w kształcie łuku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niestety pozostały także, niewykorzystywane budynki i inne obiekty, o charakterze wystawienniczym i handlowym. &lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SScL2CMAcdI/AAAAAAAAFeQ/K5JdWmX2uWk/s1600-h/HPIM5253.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SScL2CMAcdI/AAAAAAAAFeQ/K5JdWmX2uWk/s200/HPIM5253.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5271194911788528082" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co do infrastruktury sportowej, to od Włochów wiem, że obiekty narciarskie w dolinie Susy (tam gdzie odbywały się konkurencje narciarskie), są przestarzałe i lepiej jeździć na nartach po stronie francuskiej…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Innymi słowy, olimpiada była, dużo dobrego z niej było, ale przygotowano ją na ostatnią chwilę i na słowo honoru. Zatem nie musimy mieć kompleksów i jakoś EURO 2012 zorganizujemy, nie gorzej niż włosi olimpiadę.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2237692942468434781-7153023833222699582?l=mojewlochy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojewlochy.blogspot.com/feeds/7153023833222699582/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2237692942468434781&amp;postID=7153023833222699582' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2237692942468434781/posts/default/7153023833222699582'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2237692942468434781/posts/default/7153023833222699582'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojewlochy.blogspot.com/2008/11/torino-2006-po-olimpiadzie.html' title='Torino 2006 - po olimpiadzie...'/><author><name>KMG</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09974135205431882018</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SScKQwadwXI/AAAAAAAAFeA/1WTrbgwele8/s72-c/HPIM8027.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2237692942468434781.post-4767943896846827638</id><published>2008-10-26T06:32:00.001-07:00</published><updated>2008-11-23T06:27:03.302-08:00</updated><title type='text'>Mole Antonelliana - muzeum kina w Turynie</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SRnNZbw0l-I/AAAAAAAAFc4/yZXvqp1Sfms/s1600-h/HPIM5234.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SRnNZbw0l-I/AAAAAAAAFc4/yZXvqp1Sfms/s200/HPIM5234.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5267467076019460066" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Mole Antonelliana, jest to całkiem pokraczny budynek, będący symbolem miasta Turyn. Jest on uwieczniony na dwu-centówkach włoskich. Podobno swego czasu był największa budowlą ceglaną na świecie. Muszę jednak zaznaczyć, że te Turyńskie definicje naj-, są często zdradliwe. Turyńczycy zawsze znajdą kategorię, w której są najlepsi, najpierwsi…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Budynek ten, a raczej wieża został zaprojektowany przez Antonella, pierwotnie miała być to synagoga dla żydowskiej społeczności miasta. Po 10 latach budowania, gminie żydowskiej zabrakło funduszy i budynek przekazano miastu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wieże w końcu ukończono, Antonelli zmienił w między czasie plany i  podwyższył budynek do 167,5 m. Jednak projekt okazał się nie najpiękniejszym, stąd przydomek mole, znaczy „grat”. Dziś stanowi on na pewno najczęściej uczęszczane turystycznie miejsce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zachęcam do wjechania windą na taras widokowy, skąd w pogodne dni widać piękną panoramę Alp. &lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SRnNvHlCjDI/AAAAAAAAFdA/qOcpgCNCDSw/s1600-h/HPIM5212.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SRnNvHlCjDI/AAAAAAAAFdA/qOcpgCNCDSw/s200/HPIM5212.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5267467448558455858" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W Mole Antonelliana, ma przede wszystkim siedzibę &lt;a href="http://www.museonazionaledelcinema.it/en/cover_en.php"&gt;narodowe muzeum kinematografii&lt;/a&gt;. Muzeo Nazional del Ciemna. Turyn nie jest przypadkowym miejsce dla muzeum kina, to tutaj założoną jedną z pierwszych we Włoszech wytwórni filmowych. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W muzeum znajdziemy wiele cennych eksponatów, jeden z pierwszych filmów braci Lumiere. Można zobaczyć stare projektory, oraz scenografię i plakaty z wielu filmów. Muzeum zawiera wiele interaktywnych ekspozycji. Można oglądnąć w foto-multipleksie stare zdjęcia. Jest też specjalny multipleks ze zdjęciami erotycznymi z początku ubiegłego wieku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W głównej sali znajdują się dwa ekrany, na których wyświetlane są fragmenty filmów fabularnych czy dokumentalnych, tematyka jest często zmieniana, podobnie jak część ekspozycji. Największa sala wypełniona jest fotelami, na których turyści kładą się i oglądają proponowane programy, fotele wyposażone są w głośniki, można, więc się położyć i odciąć od reszty zwiedzających.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SRnM9AXvgfI/AAAAAAAAFcw/cyw6Z8Yw5O0/s1600-h/HPIM5585.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SRnM9AXvgfI/AAAAAAAAFcw/cyw6Z8Yw5O0/s200/HPIM5585.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5267466587630174706" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Cały budynek, tak jak sala filmowa jest zaciemniony, wiec wchodząc do niego czujemy się jak w kinie, zanurzamy się w świat trochę nie realny, ale ciekawy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie będę opisywał wielu niespodzianek czekających na zwiedzających, by nie zepsuć miłego zaskoczenia. &lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SRnMnKRfW5I/AAAAAAAAFco/Z-9cMG13cnc/s1600-h/HPIM5288.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SRnMnKRfW5I/AAAAAAAAFco/Z-9cMG13cnc/s200/HPIM5288.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5267466212331182994" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wymienię dwa akcenty polskie. Moja pierwsza wizyta w Mole, przypadła na okres wystawy poświęconej jednemu z największych dobroczyńców miasta, zmarłemu niedawno właścicielowi Fiata, Giovanni Agnelli’emu. Wystawa zawierała wiele zdjęć, z życia prezesa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na wystawie znajdował się tylko jeden dokument piśmienny, był to list Kardynała Wyszyńskiego, do Anielli’ego. Niestety nie znam na tyle języka włoskiego by wiedzieć, w czym rzecz, ale sami spróbujcie. Zdjęcie listu umieszczam obok.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SRnMVH112AI/AAAAAAAAFcg/ErbxCuVQX1E/s1600-h/HPIM7889.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SRnMVH112AI/AAAAAAAAFcg/ErbxCuVQX1E/s200/HPIM7889.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5267465902440699906" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Drugim polskim akcentem jest wystawa (odbywa się teraz) poświęcona Romanowi Polańskiemu. Są zdjęcia z „Noża w Wodzie” i wielu innych filmów, które Polański zrobił. Polański będzie tegorocznym gościem festiwalu filmowego w Turynie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2237692942468434781-4767943896846827638?l=mojewlochy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojewlochy.blogspot.com/feeds/4767943896846827638/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2237692942468434781&amp;postID=4767943896846827638' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2237692942468434781/posts/default/4767943896846827638'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2237692942468434781/posts/default/4767943896846827638'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojewlochy.blogspot.com/2008/10/mole-antonelliana-muzeum-kina-w-turynie.html' title='Mole Antonelliana - muzeum kina w Turynie'/><author><name>KMG</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09974135205431882018</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SRnNZbw0l-I/AAAAAAAAFc4/yZXvqp1Sfms/s72-c/HPIM5234.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2237692942468434781.post-2647127861413729361</id><published>2008-10-26T04:34:00.002-07:00</published><updated>2008-11-11T01:34:43.458-08:00</updated><title type='text'>Urokliwe zakątki Rzymu...</title><content type='html'>W niniejszym tekście przedstawiam, dość ograniczoną i stronniczą, bo moją listę, urokliwych miejsc i obiektów w Rzymie. Część z nich, jest możliwe, że bardziej była urokliwa kiedyś, bo duża liczba turystów zmienia charakter miejsc…&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SRlP1ATcG5I/AAAAAAAAFbw/tfSXYHAdwfw/s1600-h/HPIM7731.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SRlP1ATcG5I/AAAAAAAAFbw/tfSXYHAdwfw/s200/HPIM7731.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5267329011219700626" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwszym miejscem, które wydaję się dobrym na spotkanie, z dziewczyną wydaje się swego rodzaju ścieżka widokowa wzdłuż wzgórz Aventynu po drugiej stronie Circo Massimo, a dokładnie rzecz ujmując wzgórza po przeciwnej stronie Palatynu. Widać stąd Palatyn, ale i Kapitol. Jest tu wiele ławek, dużo ludzi po prostu leżących na trawie. I nie ma tu wielu turystów. Najlepiej przyjść przed zachodem słońca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SRlQjHy3_wI/AAAAAAAAFcA/RH0vQM1Bd7M/s1600-h/HPIM7795.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SRlQjHy3_wI/AAAAAAAAFcA/RH0vQM1Bd7M/s200/HPIM7795.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5267329803504582402" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W pobliżu wcześniej wspomnianego miejsca jest kościół Santa Maria in Cosmedin, a w jego przedsionku usta prawdy, miejsce słynne, głównie z powodu &lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;a href="http://www.filmweb.pl/f9308/Rzymskie+wakacje,1953"&gt;Rzymskich Wakacji&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;, filmu z Audrey Hepburn i z Gregory’m Peck’iem Do ust prawdy stoi zwykle kolejka, chyba zakochanych ;),  płacisz dobrowolnie 50 centów i robisz zdjęcie ukochanej z ręką w ustach…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Żegnając usta prawdy idziemy wzdłuż Tybru do wyspy Tybrowej. Bardzo urokliwego miejsca, trochę na uboczu od głównego centrum historycznego. Znajduję się tutaj, szpital, i kościół św. Bartłomieja. My spotkaliśmy tutaj ulicznych grajków i znowu pary pewnie zakochanych…&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SRlRRY9fT3I/AAAAAAAAFcQ/dkLbvApO2B4/s1600-h/HPIM7745.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SRlRRY9fT3I/AAAAAAAAFcQ/dkLbvApO2B4/s200/HPIM7745.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5267330598386487154" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak o zakochanych mowa, to trzeba wspomnieć o piazza del Popolo. Powyżej placu na wzgórzach Pincio, mieści się jeden z wielu rzymskich parków. Mamy tutaj taras widokowy, z którego rozpościera się piękny widok na Rzym. Widać stąd doskonale zachód słońca, nad bazyliką św. Piotra. Byliśmy tam wieczorem i spotkaliśmy dziesiątki par patrzących jak zahipnotyzowane na kryjące się słońce. Generalnie to doskonałe miejsce na zrobienie pamiątkowych zdjęć.  Udając się wzdłuż wzgórz Pincio, w kierunku hiszpańskiego placu, znajdziemy aleję im. Adama Mickiewicza. Z tego, co pamiętam, mieszkał on przez kilka lat w Rzymie, próbował tutaj zakładać polskie legiony, … z ziemi włoskiej do Polski.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SRlPNDazoWI/AAAAAAAAFbo/OromUQzb55g/s1600-h/HPIM7545.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SRlPNDazoWI/AAAAAAAAFbo/OromUQzb55g/s200/HPIM7545.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5267328324861141346" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak już wspomniałem o hiszpańskim placu, to i o hiszpańskich schodach musze napisać. Zapełnione są one cały dzień, głównie turystami, ale także i rzymską młodzieżą, Wieczorem, na schodach mamy rodzaj pikniku, ludzie piją wino, śpiewają… My byliśmy świadkami happeningu, jakaś grupka rozdawała darmowe przytulania, uściski…&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SRlQ5b5GQdI/AAAAAAAAFcI/xnnq5qQopac/s1600-h/HPIM7507.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SRlQ5b5GQdI/AAAAAAAAFcI/xnnq5qQopac/s200/HPIM7507.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5267330186856514002" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hmm…, myślę, że plac św. Piotra i Koloseum nocą, mogą być urokliwe, mniej tu ludzi, jakoś tak spokojnie. Na pewno warto udać się także nocą na spacer do zamku anioła, i zatrzymać się na moment na moście aniołów…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na pewno wiele rzymskich skwerów, z cokołami i fontannami jest dobrym miejscem do posiedzenia. Ja wymieniłem to, co turysta weekendowy mógł wymienić…&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SRlRo4CHF-I/AAAAAAAAFcY/7zwjxcINpFo/s1600-h/HPIM7338.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SRlRo4CHF-I/AAAAAAAAFcY/7zwjxcINpFo/s200/HPIM7338.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5267331001864361954" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2237692942468434781-2647127861413729361?l=mojewlochy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojewlochy.blogspot.com/feeds/2647127861413729361/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2237692942468434781&amp;postID=2647127861413729361' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2237692942468434781/posts/default/2647127861413729361'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2237692942468434781/posts/default/2647127861413729361'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojewlochy.blogspot.com/2008/10/urokliwe-zaktki-rzymu.html' title='Urokliwe zakątki Rzymu...'/><author><name>KMG</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09974135205431882018</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SRlP1ATcG5I/AAAAAAAAFbw/tfSXYHAdwfw/s72-c/HPIM7731.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2237692942468434781.post-2855922545205793797</id><published>2008-10-26T04:34:00.001-07:00</published><updated>2008-10-26T04:34:36.399-07:00</updated><title type='text'>Watykan</title><content type='html'>Już za kilka dni kilka uwag...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2237692942468434781-2855922545205793797?l=mojewlochy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojewlochy.blogspot.com/feeds/2855922545205793797/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2237692942468434781&amp;postID=2855922545205793797' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2237692942468434781/posts/default/2855922545205793797'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2237692942468434781/posts/default/2855922545205793797'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojewlochy.blogspot.com/2008/10/watykan.html' title='Watykan'/><author><name>KMG</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09974135205431882018</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2237692942468434781.post-5912940057220184131</id><published>2008-10-26T04:32:00.000-07:00</published><updated>2008-10-26T04:33:11.272-07:00</updated><title type='text'>Rzym antyczny</title><content type='html'>Już za kilka dni...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2237692942468434781-5912940057220184131?l=mojewlochy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojewlochy.blogspot.com/feeds/5912940057220184131/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2237692942468434781&amp;postID=5912940057220184131' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2237692942468434781/posts/default/5912940057220184131'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2237692942468434781/posts/default/5912940057220184131'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojewlochy.blogspot.com/2008/10/rzym-antyczny.html' title='Rzym antyczny'/><author><name>KMG</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09974135205431882018</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2237692942468434781.post-7589822590550970586</id><published>2008-10-26T04:31:00.000-07:00</published><updated>2008-11-03T01:49:08.798-08:00</updated><title type='text'>Rzym, kilka praktycznych rad...</title><content type='html'>Turyn jest całkiem nieźle połączony kolejowo z wiecznym miastem. W ciągu dnia jest kilka bezpośrednich pociągów. Są to połączenia typu InterCity albo EuroStar. Nie widzę między nimi różnicy. Cena jest taka sama, a podróż zajmuję około 6 godzin. Za bilet trzeba zapłacić 60 euro. Jeśli więc ktoś chce odwiedzić wieczne miasto z Polski, to przy odrobinie szczęścia, kupi bilet na samolot tańszy niż bilet kolejowy Turyn-Rzym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po raz pierwszy kupowałem bilet, korzystając z automatu na dworcu. Można w nim nawet dokonać rezerwacji odpowiednich miejsc w pociągu. Słabością jest to, że automat nie wydaję reszty, przynajmniej ten, którego używałem. Można jednak płacić kartą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pociągiem  dojeżdżamy na główną stację w Rzymie - Roma Termini. Przy stacji kolejowej znajduję się duży dworzec autobusowy dla komunikacji miejskiej. Mamy tu także przystanek metra, linia A. Podziemia dworca wypełniają liczne sklepy i butiki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co do noclegów, to najpierw próbowaliśmy zarezerwować miejsce w jednym z polskich domów pielgrzyma – prowadzonego przez sławnego ojca Hejmo. Mieszkałem w nim już raz. Było tam nieco spartańsko, ale bardzo tanio, o ile dobrze pamiętam 15 EU od osoby. Niestety na miesiąc przed naszą wizytą, wszystkie miejsca były już zarezerwowane. Można spróbować w paru innych domach pielgrzyma. Ceny w nich są wyraźnie niższe niż w hotelach. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nasz hotel, a raczej hostel wygooglała moja, żona, był to hostel Alice in Wonderland. Internauci chwalili miejsce i ceny. Miejsce to znaleźć można za pomocą serwisu &lt;a href="http://www.hostels.com"&gt;http://www.hostels.com&lt;/a&gt;, za pomocą którego można dokonać rezerwacji. Potrzebna jest karta kredytowa, przy rezerwacji pobrano 21 EU zadatku. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Znaleziony Hostel był w miarę tani, 70 EU za double-room. Mieliśmy  duży pokój z dużym łóżkiem małżeńskim. Pokoje hostelu wyglądały tak samo jak były prezentowane na zdjęciach na stronie internetowej. W cenie pokoju wliczone było śniadanie. Łazienka była wspólna na kilku pokoi, choć był chyba także jeden pokój wyposażony we własną łazienkę, ale był on nieco droższy. Generalnie nie było kolejek to łazienki…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na miejscu okazało się, że hostel Alice mieści się na piątym piętrze dużej kamienicy. I prawdopodobnie kiedyś, były to dwa, może trzy, duże mieszkania, które zostały zaadoptowane na hotelowe pokoje. Na miejscu spotkaliśmy skośnookiego chłopaka, który nie mówił zbyt dobrze po angielsku, a po włosku chyba wcale. Wykonywał on tam wszystkie prace, sprzątał, przyjmował gości, przygotowywał rano śniadanie. Śniadanie było podawane na zasadzie stołu szwedzkiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wychodziliśmy rano, a wracaliśmy wieczorem i nigdy nie spotkaliśmy kogoś innego z obsługi. Dostaliśmy klucze do wszystkich istotnych drzwi wiec nie było potrzeby kontaktu z obsługom. Musze przyznać, że warunki były dobre, w living roomie wisiał telewizor plazmowy, a hostel mieścił się 5 minut piechota od bazyliki św. Jana na Lateranie. Minutę od hostelu znajdował się przystanek metra, linia A, czwarty przystanek od Roma Termini. Do koloseum spacerkiem, można było zajść w 15 minut.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W łazience hostelu znaleźliśmy "polski" szampon, więc nie byliśmy pierwszymi Polakami w tym miejscu. Dwa dni później spotkaliśmy także polskie małżeństwo, które także wynajęło w Alice pokój i nie była to ich pierwsza wizyta w hostelu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po powrocie do domu, dostałem maila, z internetowego serwisu hotelowego, gdzie proszono mnie o ocenę warunków hotelowych. Rozumiem, że moja ocena wpływa na wypadkową ocenę hotelu dostępną w tym serwisie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co do jedzenia w wiecznym mieście. Moja generalna obserwacja jest taka, że jak wybierzesz miejsce, bar, restaurację, które chwali się, że jest tania, albo jest w takim miejscu, że wygląda, że jest tanio, to albo cię tam oszukają, albo jedzenia jest mało i jest kiepskiej jakości. Jak wiadomo chytry dwa razy traci…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwszego dnia na obiad, kupiliśmy pizze na wynos, była to pizza margeritha, którą bym raczej nazwał kawałkiem ciasta maźniętego sosem pomidorowym. Niby zrobiliśmy &lt;span style="font-style:italic;"&gt;deal&lt;/span&gt;, bo tanio, ale nawet w pizzy hat mają lepszą pizze, a we Włoszech oczekujemy czegoś więcej…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wieczorem poszliśmy do restauracji przy samym Watykanie, gdzie była miła i bardzo sprawna obsługa. Danie obiadowe, złożone z trzech rodzajów posiłków na jednym talerzu (np. spaghetti, warzywa grilowane i gulasz), kosztowało 8.80 EU. W restauracji tej serwowano bardzo dobrą kawę, mieli też szeroki wybór deserów. Jedliśmy tam dwa razy i na pewno tam wrócę, jeśli wrócę do Rzymu. W rachunek wliczano tzw. serwis, zdaję się, że 1 EU od osoby, dość uczciwie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jedliśmy też w innym miejscu, gdzieś po drugiej stroni Tybru, knajpka położona w jednej z wielu wąskich uliczek, ale było drożej, kelner był jakimś rzymskim cwaniakiem, a jakość jedzenia bardzo niska. Innego dnia jedliśmy na stołówce w muzeach Watykanu, jedzenie beznadziejne, kawa do niczego, a ceny wyższe niż w okolicznych restauracjach. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najlepsze lody, jakie skosztowaliśmy były na Isoli, malowniczej wyspie na Tybrze. Jest tam mała lodziarnia, sprzedają tylko na wynos. Polecam…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co do muzeów, to w Rzymie nie kupiliśmy karty muzealnej takiej jak w Piemoncie, ważnej na wszystkie muzea. Zdaję się, że nie ma takiej karty. Można kupić bilet łączony do najbardziej znanych antycznych obiektów. Ale nie wiem czy się to opłaca. My zakupiliśmy bilet łączony do Koloseum, Forum Romanum oraz na wzgórza Palatynu – cena biletu to 12 EU. Bilet jest ważny dwa dni, można jednego dnia wystać się w długiej kolejce do Koloseum, a potem je zwiedzić, a następnego dnia przejść się po wzgórzach Palatynu i Forum Romanum. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z innych muzeów zwiedziliśmy muzea Watykanu, trzeba spędzić około jednej godziny w długiej kolejce, ale naprawdę warto, cena to 14 EU. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co do komunikacji miejskiej, to jeśli mieszkasz w centrum i lubisz chodzić, to można do większości znanych miejsc dotrzeć piechotą. Wygodne jest korzystać z metra, cena jednorazowego biletu to 1 EU. Użyteczny może być zakup biletu zintegrowanego. Taki jednodniowy bilet na metro i resztę komunikacji miejskiej kosztuję 4 EU.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Może być zabawnym skorzystanie z jednego z wielu autobusów turystycznych objeżdżających najbardziej znane punkty miasta. Bilet na taką wycieczkę jest ważny 24 h i w zależności od usługodawcy kosztuje 14-16 EU.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W mieście w wielu miejscach znajdziemy przewodniki po polsku. Szczególnie w Watykanie, gdzie na wielu tablicach informacyjnych znajdziemy także uwagi do polskich turystów. Zresztą rodaków spotkamy tutaj wszędzie. Na ulicy via Garibaldi znajduję się kościół polski pod wezwaniem św. Stanisława Kostki. Odprawianych jest tutaj kilka mszy dziennie. Skierowane są one chyba przede wszystkim do emigrantów. Na przeciwko kościoła, po drugiej stronie ulicy znajduję się parkan, na którym znajdziemy wiele ogłoszeń wywieszanych przez Polaków i/lub dla polaków (praca, mieszkania, sprzedam, kupię itp.). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wejście do wszystkich rzymskich kościołów jest darmowe. Ciekawostką jest opłata za oświetlenie. Jest to sprytny sposób na ściąganie od turystów pieniędzy. Zwykle, aby zrobić dobre zdjęcie potrzeba lepszego oświetlenia. W wielu kościołach stoją automaty, które umożliwiają włączenie światła w danej części kościoła. W sumie jest to dość droga usługa 1 EU za 2 minuty oświetlenia małej części kościoła, np. jakiejś nawy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na zakończenie, niech mi będzie wolno zauważyć, że Rzym wypełniony jest setkami naciągaczy, od antycznych rzymian pod Koloseum, pozujących za pieniądze do zdjęcia, do setek samozwańczych przewodników, głównie amerykanów, którzy prawdopodobnie zarabiają w ten sposób na przedłużenie wakacji, czy pobytu we Włoszech. Taki przewodnik bez uprawnień, stoi przed atrakcyjnym obiektem i proponuję oprowadzenie. Możliwe, że tacy oprowadzacze mogą być użyteczni, ale ceny, jakie proponowali były oszołamiające. Chyba trzeba być naiwnym Amerykaninem, aby się skusić.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2237692942468434781-7589822590550970586?l=mojewlochy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojewlochy.blogspot.com/feeds/7589822590550970586/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2237692942468434781&amp;postID=7589822590550970586' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2237692942468434781/posts/default/7589822590550970586'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2237692942468434781/posts/default/7589822590550970586'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojewlochy.blogspot.com/2008/10/rzym-kilka-praktycznych-rad.html' title='Rzym, kilka praktycznych rad...'/><author><name>KMG</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09974135205431882018</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2237692942468434781.post-1559604785855820850</id><published>2008-10-26T04:29:00.000-07:00</published><updated>2008-10-28T11:30:22.572-07:00</updated><title type='text'>Susa</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SQdYzsRh0JI/AAAAAAAAFNM/MT7E4BxWCwI/s1600-h/HPIM7072.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SQdYzsRh0JI/AAAAAAAAFNM/MT7E4BxWCwI/s200/HPIM7072.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5262272334686965906" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skończyliśmy wycieczkę do Sacra di San Michale około 13-tej, mieliśmy jeszcze pół dnia na zwiedzanie. Widoczność tego dnia była dość kiepska - pogoda była dość barowa. Udaliśmy się na przystanek kolejowy w Sant’Ambrogio. I mimo małego zmęczenia, zdecydowaliśmy się jechać do Susy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Sant’Ambrogio mamy bardziej do czynienia z przystankiem kolejowym, niż stacją. Nie ma tu żadnej kasy, ale jest za to automat, w którym zakupiliśmy bilety. Cena 2.50 EU (podobnie jak z Turynu do Sant’Ambrogio). Wnoszę więc, że trasa ta jest traktowana jako podmiejska i każdy bilet kosztuję 2.5 EU. Pojechaliśmy pierwszym możliwym pociągiem w kierunku Susy, nie był to jednak pociąg bezpośredni. Jednak liczyliśmy, że po drodze się gdzieś przesiądziemy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W sumie w przewodniki nie poświęcają zbyt wielkiej uwagi miasteczku Susa, jechaliśmy, więc bez żadnych oczekiwań.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SQdYeDuaYXI/AAAAAAAAFNE/j6rKVx5-c4Y/s1600-h/HPIM7090.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SQdYeDuaYXI/AAAAAAAAFNE/j6rKVx5-c4Y/s200/HPIM7090.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5262271963025006962" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Dworzec kolejowy w Susie, jest dość obskurny i już dalej nie można stąd odjechać. Nie ma też tu ani kasy, ani automatu na bilety. W pobliżu znajduję się informacja turystyczna, ale tego dnia była nieczynna. Mgła przysłaniała okoliczne szczyty alpejskie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Znaleźliśmy plan miasteczka, które okazało się urokliwym typowo włoskim osiedlem, w którym mamy dużo wąskich uliczek, a ludzie snują się leniwie, głównie odpoczywają. Napotkaliśmy ludzi nie tyle pracujących, co najwyżej dyskutujących bez końca z sąsiadami. &lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SQdX8mYMFUI/AAAAAAAAFM8/UnZPaQdZoyc/s1600-h/HPIM7099.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SQdX8mYMFUI/AAAAAAAAFM8/UnZPaQdZoyc/s200/HPIM7099.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5262271388211483970" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najpierw via Roma dotarliśmy do Chiesa del ponte, tutaj znajduję się muzeum Dioscesano. Wspomniana świątynia stoi nad rzeką Dorą, tą samą, która przepływa przez Turyn. Nie wchodziliśmy do muzeum, które wbrew informacji otrzymanych w Turynie, było otwarte. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Udaliśmy się do głównej atrakcji turystycznej - Dumo di San Giusto - pięknie zachowanej (chyba) gotyckiej katedry. Obok katedry znajduję się symbol miasteczka: Porta Savoia. Katedra zrobiła na nas niesamowite wrażenie, większe niż katedra, którą widzieliśmy w Aoście. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SQdXjmrCGxI/AAAAAAAAFM0/zoUUuuuzeRo/s1600-h/HPIM7113.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SQdXjmrCGxI/AAAAAAAAFM0/zoUUuuuzeRo/s200/HPIM7113.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5262270958793792274" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Z placu przed katedrą skierowaliśmy się do parku Augusta. Tutaj stoi postument z Augustem trzymającym prawą rękę uniesioną w rzymskim geście. Park leży u podnóża małego pagórka, na szczycie, którego wzniesiony jest antyczny łuk - Arco di Augusto - zbudowany na cześć cesarza przez króla Galów Cottiusa. Od nazwiska tego celtyckiego wodza wzięły nazwę okoliczne Alpy, zwane kotyjskimi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie daleko łuku, znajdziemy resztki akweduktu, oraz zamek Adelajdy, który jest teraz w fazie prac remontowych - wydaje się, ze staje się hotelem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SQdaGIEVmgI/AAAAAAAAFNU/w_3gkbOrD4A/s1600-h/HPIM7125.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SQdaGIEVmgI/AAAAAAAAFNU/w_3gkbOrD4A/s200/HPIM7125.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5262273750897105410" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Przechodząc pod akweduktem dochodzimy do dobrego miejsca widokowego, stąd widać rodzaj drogi z dwu stron ogrodzonej murem, który po części jest chyba jeszcze murem rzymskim. Okolica sprawia wrażenie działek, lub jakiś sadów. Stąd udaliśmy się do ostatniej atrakcji turystycznej Susy - amfiteatru rzymskiego. Idąc tą ciekawą drogą, rodzajem spacerniaka, minęliśmy małą kaplice, w końcu doszliśmy do dobrze zachowanego amfiteatru. Widać, że wciąż jest miejscem spotkań. Jest to duża arena, otoczona wkoło małymi trybunami. Miejsce obdarzone dobrą akustyką, sprawdziliśmy eksperymentalnie.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SQdXKJaJnOI/AAAAAAAAFMs/41Wt6s4m62k/s1600-h/HPIM7132.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SQdXKJaJnOI/AAAAAAAAFMs/41Wt6s4m62k/s200/HPIM7132.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5262270521441623266" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Z amfiteatru udaliśmy się, inną drogą na dworzec kolejowy, po drodze minęliśmy kościół świętego Franciszka, oraz basen miejski. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec wycieczki dokonaliśmy małych zakupów. Zakupiliśmy ciasto, będące podobno specjalnością wypiekaną w miasteczku: Foccace di Susa. Okrągłe drożdżowe ciasto posypane cukrem pudrem – slogan reklamowy zachęcający do kupienia ciasta brzmiał: „Il dolce segusino che conquisto i romani”. Naszych podniebień placek nie zdobył, ale zawsze to ciekawe skosztować miejscowego smakołyku.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SQdW03gU51I/AAAAAAAAFMk/qeThvQyCjbw/s1600-h/HPIM7143.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SQdW03gU51I/AAAAAAAAFMk/qeThvQyCjbw/s200/HPIM7143.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5262270155858437970" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Zauważyliśmy dużą liczbę sklepów z alkoholem, nastawionych głównie na klientów francuskich. Domyślam się, że tutaj alkohol musi być tańszy niż we Francji. My również zakupiliśmy, co nieco. Kupiliśmy alkohol produkowany w Piemoncie, a właściwie w Turynie, Martini bianco.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Muszę napisać, że Susa to bardzo urokliwe miasteczko, w którym można znaleźć spokój i poczuć klimat średniowiecza, a nawet klimat czasów antycznych. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie mogąc zakupić biletów na pociąg, wróciliśmy na gapę, konduktor się nie zjawił…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2237692942468434781-1559604785855820850?l=mojewlochy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojewlochy.blogspot.com/feeds/1559604785855820850/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2237692942468434781&amp;postID=1559604785855820850' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2237692942468434781/posts/default/1559604785855820850'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2237692942468434781/posts/default/1559604785855820850'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojewlochy.blogspot.com/2008/10/susa-gry-i-resztki-imperium-rzymskiego.html' title='Susa'/><author><name>KMG</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09974135205431882018</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SQdYzsRh0JI/AAAAAAAAFNM/MT7E4BxWCwI/s72-c/HPIM7072.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2237692942468434781.post-6737156314409246715</id><published>2008-10-26T04:28:00.000-07:00</published><updated>2008-10-27T08:57:30.508-07:00</updated><title type='text'>Sacra di San Michele</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SQRtdP2KnmI/AAAAAAAAFLo/673yd8qzyfE/s1600-h/HPIM6917.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SQRtdP2KnmI/AAAAAAAAFLo/673yd8qzyfE/s200/HPIM6917.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5261450613912936034" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Mieliśmy (wraz z moją żoną) ponownie udać się do La Palud (&lt;a href="http://mojewlochy.blogspot.com/2008_05_01_archive.html"&gt;patrz&lt;/a&gt;), chcieliśmy przejechać się kolejką linową ze strony włoskiej na stronę francuską. Na dzień przed wyjazdem napisałem maila, aby upewnić się czy kolejka działa i jakie są ceny (jest to dość droga zabawa). Okazało się, że część kolejki pomiędzy ostatnią włoską stacją i pierwszą francuską jest w remoncie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ponieważ, zaplanowaliśmy już jednodniowy wyjazd, a ja zdążyłem powiedzieć w pracy, że mnie nie będzie, zaczęliśmy na gwałt szukać innego atrakcyjnego do zobaczenia miejsca. Przypomniałem sobie o dolinie Susa, którą chciałem zobaczyć. Od tygodnia w Turynie było dość mgliście, więc nie wierzyliśmy za bardzo w możliwość zobaczenia szczytów alpejskich, dlatego raczej szukaliśmy czegoś atrakcyjnego „zabytkowo”.&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SQRtpGD9BeI/AAAAAAAAFLw/zCrtBmYfJ8A/s1600-h/HPIM6920.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SQRtpGD9BeI/AAAAAAAAFLw/zCrtBmYfJ8A/s200/HPIM6920.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5261450817444840930" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Okazało się, że na zachód od Turynu, kilkanaście, może dwadzieścia, może trzydzieści kilometrów od miasta znajduję się opactwo, które zostało w 1994 r. uznane turystycznym symbolem Piemontu. Jest to sacra di San Michele. Na szczycie o wysokości ponad 900 m.n.p.m zbudowano opactwo, które wygląda tak spektakularnie, że stało się, podobno, znaczącą inspiracją dla Umberto Eco (pisarz ten urodził się całkiem niedaleko bo w drugim co do wielkości mieście Piemontu, Alekssandrii) by napisać „Imię Róży”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W dużym pośpiechu zaczęliśmy szukać sposobu, w jaki można się dostać do opactwa. W przewodniku Pascala sugerowano podróż samochodem. Na stronie &lt;a href="http://www.sacradisanmichele.com/index.asp"&gt;opactwa&lt;/a&gt;, znaleźliśmy pewne wskazówki, jak dotrzeć pociągiem, a potem pieszo, wskazówki te okazały się zupełnie niezgodne z rzeczywistością.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najbliżej położonym miasteczkiem w pobliżu opactwa, skomunikowanym kolejowo z Turynem jest Sant’Ambrogio. Leży ono na trasie do kolejowej do doliny Susa. Jest wiele pociągów podmiejskich które jeżdżą dość często, jednorazowy bilet kosztuje 2.50EU.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SQRuDHUREgI/AAAAAAAAFL4/SDJqay51IXM/s1600-h/HPIM6927.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SQRuDHUREgI/AAAAAAAAFL4/SDJqay51IXM/s200/HPIM6927.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5261451264458297858" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyruszyliśmy wczesnym rankiem, bowiem opactwo jest otwarte w godzinach przedpołudniowych, a potem popołudniowych. Karty muzealne piemonckie są uznawane i pozwalają na darmowe wejście do opactwa. Po jakiś 30 minutach, może 40, byliśmy w Sant’Ambrogio. Wychodząc ze stacji od razu zrozumieliśmy, dlaczego to opactwo jest tak sławne, jest ono usytuowane na najwyższej górze w okolicy, wzgórze Pirchiriano (965 m.n.p.m), górze niezmiernie stromej. Jest widoczne podobno nawet z Turynu, pod warunkiem, że nie ma smogu w mieście. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przy stacji był drogowskaz, wskazujący kierunek drogi do opactwa, ale to był jedyny drogowskaz w promieniu jakiś 500 m, zaczęliśmy błądzić po Sant’Ambrogio, nie wiedząc, czy istnieje jakiś szlak do San Michale, czy należy udać się droga asfaltową, okrężną. Znaleźliśmy plan miasteczka, i skierowaliśmy się do miejscowego kościoła. Miałem nadzieję znaleźć tam jakieś dalsze wskazówki. &lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SQRucjNWUQI/AAAAAAAAFMA/G0hH3AR6gCU/s1600-h/HPIM6934.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SQRucjNWUQI/AAAAAAAAFMA/G0hH3AR6gCU/s200/HPIM6934.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5261451701442203906" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W pobliżu kościoła pojawiło się ponownie oznakowanie trasy do opactwa. Okazało się, że za kościołem, zaczyna się starożytna trasa mułów, używana kiedyś do transportu żywności. Poszliśmy wzdłuż stromej ścieżki, wzdłuż której umiejscowione były krzyże drogi krzyżowej. Droga krzyżowa kończyła się w małej miejscowości San Pietro, tak 2/3 drogi do opactwa. Po 1.5 h marszu z Sant’Ambrogio byliśmy na szczycie. Niestety było dość mgliście i widok nie był tak spektakularny. Ale i tak było warto.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Opactwo zostało założone w X w. i należało pierwotnie do zakonu Benedyktynów, jest to opactwo pod wezwanie Michała Archanioła, znajduję się ono w połowie drogi pomiędzy świątyniami św Michała Archanioła we Francji (w Normandii) oraz górze świętego Michała w Pulii we Włoszech.&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SQRutFbes1I/AAAAAAAAFMI/zRxRYXMD5bQ/s1600-h/HPIM6959.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SQRutFbes1I/AAAAAAAAFMI/zRxRYXMD5bQ/s200/HPIM6959.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5261451985506186066" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na miejscu zostaliśmy zaopatrzeni w broszurę po polsku, która opisywała całą udostępnioną trasę turystyczną wewnątrz opactwa. Wchodzi się do niego stromymi schodami umarłych. Na których kiedyś wystawiono ciała zmarłych, by oddać im ostatni hołd. Po przejściu schodów umarłych wyszliśmy na taras, przed bramę do kościoła. Kościół jest umocniony przez wybudowane później łuki wspierające. Wzmocnienia te nadają całej budowli charakterystyczny wygląd. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SQRvPRF61oI/AAAAAAAAFMQ/h-fZl6nyvwM/s1600-h/HPIM6981.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SQRvPRF61oI/AAAAAAAAFMQ/h-fZl6nyvwM/s200/HPIM6981.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5261452572752533122" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Kościół jest zachowany w stylu romańskim, znajdziemy tu wiele fresków świętych, oraz sarkofagi z prochami członków rodziny Sabaudów, rodziny królewskiej, rządzącej przez lata w Piemoncie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z kościoła wyszliśmy na kolejny dziedziniec, z którego schodami na dół doszliśmy do pozostałości po zniszczonej części opactwa. Jest tu wieża niejakiej pięknej Aldy, która uciekając prze najemnymi żołnierzami skoczyła w przepaść, ale dzięki anielskim mocom szczęśliwie przeżyła upadek. Dziewczyna wierząc w swoją moc, skoczyła raz drugi, jednak ten upadek był śmiertelny. Nigdy nie należ za bardzo naciągać fortuny…&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SQRvgN31_tI/AAAAAAAAFMY/KYgQSu1Kf0Q/s1600-h/HPIM7021.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SQRvgN31_tI/AAAAAAAAFMY/KYgQSu1Kf0Q/s200/HPIM7021.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5261452863945965266" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś opactwo należy do państwa włoskiego, zostało oddane we władanie ojcom Rosminianom.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na zakończenie wizyty wypiliśmy smaczne cappuchino w pobliskim barze, prowadzonym przez bardzo miłe starsze małżeństwo. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na pewno, gdy będzie doskonała widoczność powrócę do tego miejsca raz jeszcze, bo widoki muszą być powalające.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2237692942468434781-6737156314409246715?l=mojewlochy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojewlochy.blogspot.com/feeds/6737156314409246715/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2237692942468434781&amp;postID=6737156314409246715' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2237692942468434781/posts/default/6737156314409246715'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2237692942468434781/posts/default/6737156314409246715'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojewlochy.blogspot.com/2008/10/sacra-di-san-michele.html' title='Sacra di San Michele'/><author><name>KMG</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09974135205431882018</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SQRtdP2KnmI/AAAAAAAAFLo/673yd8qzyfE/s72-c/HPIM6917.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2237692942468434781.post-2466502208575849990</id><published>2008-09-17T08:32:00.000-07:00</published><updated>2008-10-26T04:27:35.473-07:00</updated><title type='text'>Z CAI w górach</title><content type='html'>&lt;meta equiv="Content-Type" content="text/html; charset=utf-8"&gt;&lt;meta name="ProgId" content="Word.Document"&gt;&lt;meta name="Generator" content="Microsoft Word 10"&gt;&lt;meta name="Originator" content="Microsoft Word 10"&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:worddocument&gt;   &lt;w:view&gt;Normal&lt;/w:View&gt;   &lt;w:zoom&gt;0&lt;/w:Zoom&gt;   &lt;w:hyphenationzone&gt;21&lt;/w:HyphenationZone&gt;   &lt;w:compatibility&gt;    &lt;w:breakwrappedtables/&gt;    &lt;w:snaptogridincell/&gt;    &lt;w:applybreakingrules/&gt;    &lt;w:wraptextwithpunct/&gt;    &lt;w:useasianbreakrules/&gt;    &lt;w:usefelayout/&gt;   &lt;/w:Compatibility&gt;   &lt;w:browserlevel&gt;MicrosoftInternetExplorer4&lt;/w:BrowserLevel&gt;  &lt;/w:WordDocument&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;style&gt; &lt;!--  /* Font Definitions */  @font-face 	{font-family:SimSun; 	panose-1:2 1 6 0 3 1 1 1 1 1; 	mso-font-alt:宋体; 	mso-font-charset:134; 	mso-generic-font-family:auto; 	mso-font-pitch:variable; 	mso-font-signature:3 680460288 22 0 262145 0;} @font-face 	{font-family:"\@SimSun"; 	panose-1:2 1 6 0 3 1 1 1 1 1; 	mso-font-charset:134; 	mso-generic-font-family:auto; 	mso-font-pitch:variable; 	mso-font-signature:3 680460288 22 0 262145 0;}  /* Style Definitions */  p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal 	{mso-style-parent:""; 	margin:0cm; 	margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:12.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-fareast-font-family:SimSun;} @page Section1 	{size:595.3pt 841.9pt; 	margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; 	mso-header-margin:35.4pt; 	mso-footer-margin:35.4pt; 	mso-paper-source:0;} div.Section1 	{page:Section1;} --&gt; &lt;/style&gt;&lt;!--[if gte mso 10]&gt; &lt;style&gt;  /* Style Definitions */  table.MsoNormalTable 	{mso-style-name:Standardowy; 	mso-tstyle-rowband-size:0; 	mso-tstyle-colband-size:0; 	mso-style-noshow:yes; 	mso-style-parent:""; 	mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt; 	mso-para-margin:0cm; 	mso-para-margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:10.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-fareast-font-family:"Times New Roman";} &lt;/style&gt; &lt;![endif]--&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;CAI&lt;/span&gt;  to: Club Alpino Italiano (założony w 1863 r.), klub zrzeszający wszelakiego rodzaju miłośników turystyki i sportów górskich. Zdaje się, że w Turynie ich główna siedziba mieści się w muzeum górskim na wzgórzu Kapucynów. &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SQRQ4uc8C4I/AAAAAAAAFKg/nuzqX560bJE/s1600-h/HPIM5903.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SQRQ4uc8C4I/AAAAAAAAFKg/nuzqX560bJE/s200/HPIM5903.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5261419200147884930" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Samo muzeum jest warte odwiedzenia, zawiera bogatą kolekcję przedmiotów i zdjęć związanych z Alpami, ale także i z Himalajami. Na dachu muzeum znajduję się taras widokowy, z którego, zakładając, że mamy dobrą pogodę, rozpościera się widok na Turyn i okoliczne szczyty Alpejskie, pisząc okoliczne mam na myśli te w promieniu 100 km.   &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;Nie o muzeum górskim mam jednak zamiar napisać, a o wyprawie w góry z CAI. O istnieniu tego klubu dowiedziałem się od kolegi z pracy, który od kilku lat się wspina, a swą górską przygodę, zaczął z CAI. Ten klub organizuję przeróżnego rodzaju kursy, wycieczki, wyjazdy związane ze górami i sportami górskimi.&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;I tak można uczestniczyć w kursach wspinaczki letniej, a także i zimowej (oni mówią lodowej), na różnych poziomach. Kursy zaczynają się jesieniom. Organizują kursy na przewodników górskich, ale także kursy dla zwykłych turystów. Wiem, że organizują także szkolenia narciarskie na różnym poziomie, między innymi kurs narciarstwa ekstremalnego, głównie polegającego na wspinaczce, a dopiero potem na zjeździe. &lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;Z tego, co wiem to członkiem CAI może zostać prawie każdy, płaci się niewielką, roczną składkę. CAI w Turynie działa niezmiernie prężnie, każdego tygodnia, któraś z grup organizuję wypad w góry, jedno lub dwu dniowy. Każdy wypad jest opisany i zamieszczony w rocznym programie, można, zatem wybrać sobie z bogatej oferty coś dla siebie, o odpowiednim stopniu trudności. Dzień przed wyjściem, zainteresowani uczestnicy zbierają się w muzeum górskim na prezentacji trasy. Swój udział zgłasza się organizatorowi, który wykupuje zbiorowe ubezpieczenie, w moim wypadku, to było około 3 EU na głowę. Wyjazd w góry zaplanowany jest na wczesny ranek. W przypadku mojego wypadu była to godzina 6.00 rano. Ludzie przyjeżdżają w umówione miejsce, część swoimi samochodami, ci, którzy nie mają swojego środka lokomocji zabierani są przez tych, którzy mają miejsca w samochodzie. Na koniec wycieczki, po prostu składasz się na paliwo, koszty są, więc nie wielkie. Moja wycieczka kosztowała mnie 7 EU.&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: left;" class="MsoNormal"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SQRRCvIANlI/AAAAAAAAFKo/gQNqAQnvAX4/s1600-h/bussola.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SQRRCvIANlI/AAAAAAAAFKo/gQNqAQnvAX4/s320/bussola.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5261419372127204946" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;    &lt;p class="MsoNormal"&gt;Ja miałem okazje wziąć udział w wyprawie do doliny d'Ayas (patrz mapka), w rejonie Doliny Aosty, docelowo mieliśmy wejść na szczyt Corno Bussola (3023 m.n.p.m). Trasa średnio-trudna. Wspomniany kolega z pracy &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SQRRdw-p2iI/AAAAAAAAFKw/sLQbfTtVGbg/s1600-h/HPIM6724.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 210px; height: 157px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SQRRdw-p2iI/AAAAAAAAFKw/sLQbfTtVGbg/s320/HPIM6724.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5261419836481329698" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;skontaktował mnie z dziewczyną (Luciom), która współorganizowała wyjście. Kolega nie mógł uczestniczyć w wycieczce, więc przyznaję, że obawiałem się trochę, że nie znając kompletnie nikogo z grupy, nawet ich wcześniej nie spotkałem i nie mówiąc po włosku, mogę mieć problemy z komunikacją. &lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;Zbieraliśmy się o 6.00 rano przy jednym ze skrzyżowań w północo-zachodniej części miasta (nazywają to miejsce Mafei). Jest to stałe miejsce spotkań. Zostałem zabrany do jednego z kilku samochodów (jechaliśmy w 4 osoby). Wyruszyliśmy do Doliny Aosty. Niestety pogoda była kiepska, od kilku dni padało, tego poranka również. Po dwu, godzinach (z obowiązkową przerwą na kawę) dotarliśmy do parkingu, z którego wyruszyliśmy na Corno Busola. Startowaliśmy z poziomu 1815 m.n.p.m. Od tygodnia, może dwóch było dość zimno i wiadomo było, że od 2400 m.n.p.m. jest w górach śnieg. Początkowo szliśmy droga &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SQRRt2nrEDI/AAAAAAAAFLA/FoJ9HOd49d4/s1600-h/HPIM6735.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 265px; height: 199px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SQRRt2nrEDI/AAAAAAAAFLA/FoJ9HOd49d4/s320/HPIM6735.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5261420112873459762" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;wzdłuż doliny. Droga była dość przyjemna, a tempo dość relaksacyjne. Szefem grupy był niejaki Ruben, bardzo miły gość, on prowadził, a grupę zamykała jakaś inna osoba, której nie poznałem. Mieli oni krótkofalówki, więc byliśmy dość profesjonalnie zabezpieczeni. Musze powiedzieć, że w Polsce trasy są o wiele lepiej oznaczone, tutaj co jakiś czas spotykaliśmy drogowskaz, ale pomiędzy znakami nie spotykałem zbyt wielu pomocnych oznakowań, należy mięć więc dość dobrą orientację i potrafić dobrze czytać mapy.&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;Ludzie byli bardzo otwarci, każdy starał się ze mną zamienić, choć parę słów. Jak na Włochów to było to dość niezwykłe zachowanie &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SQRRmsbbZDI/AAAAAAAAFK4/gL-92fbPNRI/s1600-h/HPIM6729.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SQRRmsbbZDI/AAAAAAAAFK4/gL-92fbPNRI/s320/HPIM6729.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5261419989878662194" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;– mają oni bowiem narodowy wstręt do mówienia w obcych językach. Niestety od jakiś 2000 m.n.p.m, szliśmy w chmurze, w małym deszczu, który wyżej zamienił się w śnieg z deszczem. Szefostwo grupy zdecydowało się na dojście tylko do dwu stawów, na wysokość 2500, może 2600 m.n.p.m. Później się dowiedziałem, że dwie dziewczyny poszły na szczyt, i go zdobyły (pokazywały zdjęcia), więc wejście było możliwe, choć widoki były żadne. &lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;Generalnie, w pewnym momencie grupa głównie rozmawiała o „polencie” – tradycyjnej górskiej, a może bardziej piemonckiej potrawie, robionej, zdaje się, że z kukurydzy, przypominającej kaszkę mannę. Na ową &lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SQRR0MW8DZI/AAAAAAAAFLI/Ug4jowDZ_f4/s1600-h/HPIM6742.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SQRR0MW8DZI/AAAAAAAAFLI/Ug4jowDZ_f4/s320/HPIM6742.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5261420221788065170" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal"&gt;polente zeszliśmy do schroniska, położonego na wysokości naszych Rysów (2440m). Schronisko było nieźle utrzymane, a bar serwował jedzenie smaczne i podane z zachowaniem dobrych włoskich restauracyjnych standardów. &lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Można było wybrać z pośród trzech rodzajów polenty: z kiełbasą, z duszonymi papryczkami (peperoni) oraz roztopionym na wierzchu żółtym serem. Trochę przypadkowo zamówiłem z peperoni. Sama polenta była dość dla mnie mdła i zapychająca, ale podobno rarytasem jest polenta z roztopionym żółtym serem. Może następnym razem spróbuję...&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Włąścicielka schroniska zaoferowała nam też darmową grappę, &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SQRR-eBqoWI/AAAAAAAAFLQ/KIZXBg0Gm3o/s1600-h/HPIM6759.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SQRR-eBqoWI/AAAAAAAAFLQ/KIZXBg0Gm3o/s320/HPIM6759.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5261420398329373026" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;namówiono mnie na spróbowanie expresso z grappą. Już w Turynie zauważyłem, że ludzie w barach często łączą kawę z alkoholem, spróbowałem i musze powiedzieć, że mi nawet smakowało.&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;O godzinie 18 byliśmy z powrotem w Turynie. Byłem lekko zmęczony, ale zadowolony i poznałem grupę bardzo miłych ludzi… &lt;/p&gt;    &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style=""&gt; &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2237692942468434781-2466502208575849990?l=mojewlochy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojewlochy.blogspot.com/feeds/2466502208575849990/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2237692942468434781&amp;postID=2466502208575849990' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2237692942468434781/posts/default/2466502208575849990'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2237692942468434781/posts/default/2466502208575849990'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojewlochy.blogspot.com/2008/09/z-cai-w-grach.html' title='Z CAI w górach'/><author><name>KMG</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09974135205431882018</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_dm7gR2MlVzo/SQRQ4uc8C4I/AAAAAAAAFKg/nuzqX560bJE/s72-c/HPIM5903.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2237692942468434781.post-23786643262625214</id><published>2008-07-13T04:08:00.001-07:00</published><updated>2008-07-13T05:00:26.105-07:00</updated><title type='text'>Akwarium w Genui</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_dm7gR2MlVzo/SHnrdoft6RI/AAAAAAAAEZ0/F8xXXvcv1gs/s1600-h/HPIM6257.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_dm7gR2MlVzo/SHnrdoft6RI/AAAAAAAAEZ0/F8xXXvcv1gs/s200/HPIM6257.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5222464137231984914" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Jedną z największych atrakcji Genui jest akwarium: "Aquarium di Genova". Zbudowane w roku 1992 z okazji 500 lat odkrycia przez Kolumba Ameryki i z okazji Expo  92.  Do pełnego  użytku akwarium zostało oddane w roku 1993. Jest do pod względem liczby odwiedzających druga instytucja turystyczna we Włoszech - około 1 200 000 odwiedzających rocznie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podobno jest to największe akwarium w Europie, w każdym razie pod względem zgromadzonej w nim wody. Akwarium mieści się w porcie Antico. &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_dm7gR2MlVzo/SHnr76SJ9EI/AAAAAAAAEaE/ZtaO566u-jQ/s1600-h/HPIM6272.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_dm7gR2MlVzo/SHnr76SJ9EI/AAAAAAAAEaE/ZtaO566u-jQ/s200/HPIM6272.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5222464657403016258" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Większa część budynku została zaprojektowana z formie kontenerów, około 1/3, może 1/4 ekspozycji umieszczona zostało na zacumowanym na stałe do budynku kontenerowcu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Akwarium znajduję się niedaleko dworca kolejowego Stazione Principe, jakieś 15 minut spacerkiem. Nie warto więc wynajmować różnego rodzaju transportu turystycznego, ciuchcie, autobus itp.  (nawet 5 EU przejażdżka).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W akwarium zgromadzono około 600 gatunków zwierząt: ryb, płazów i ssaków. Wszystkich zwierząt jest jakieś 6 000. Ceny biletów są dość wysokie. Standardowe wejście kosztuję 19 EU. Ale jeśli chcesz obejrzeć dodatkową tropikalną ekspozycję, musisz zapłacić więcej. Można kupić łączony bilet do pobliskiego muzeum morskiego oraz pobliskiej kuli tropikalnej, cena to 30EU!&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_dm7gR2MlVzo/SHnstKsQmhI/AAAAAAAAEac/_CKBD7FOJzs/s1600-h/HPIM6274.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_dm7gR2MlVzo/SHnstKsQmhI/AAAAAAAAEac/_CKBD7FOJzs/s200/HPIM6274.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5222465503621061138" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Akwarium jest nieźle zorganizowane i pomyślane, trudno jest się zgubić. Podąża się wyznaczoną trasą. Przy wejściu, czy chcesz czy nie chcesz, zrobią ci zdjęcie z maskotką (delfinem), zdjęcie to można odebrać po uiszczeniu opłaty przy wyjściu (kiczowata usługa).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Małym problem jest mentalność włoskich turystów, którzy okupują niektóre ekspozycje w taki sposób, że trudno je obejrzeć. Włosi mają naturę gromadną, więc jeśli trzy osoby stoją w jednym punkcie, to po chwili w tym punkcie stoi 20 osób, nie ważne czy obserwowane zwierze, eksponat jest interesujący czy nie;) Zwykle wystarczy opuścić taka grupę przesunąć sie o dwa metry,  by lepiej ów eksponat zobaczyć, no ale Włocha nie przekonasz;)...&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_dm7gR2MlVzo/SHns8znOX3I/AAAAAAAAEak/v9GTkRjWQjw/s1600-h/HPIM6279.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_dm7gR2MlVzo/SHns8znOX3I/AAAAAAAAEak/v9GTkRjWQjw/s200/HPIM6279.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5222465772303834994" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Największą atrakcją akwarium są delfiny (tylko trzy) oraz foki, rekiny i pingwiny. Wszystkie zwierzęta oglądamy z poziom dna, delfiny i pingwiny można zobaczyć też "z lądu" ale zza szyby ;(.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W jednym z dużych kontenerów, są płytkie akwaria z płaszczkami, które chyba są niegroźne, można zanurzyć rękę w wodzie i pogłaskać płaszczkę po grzbiecie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wychodząc z muzeum przechodzimy w sposób płynny do centrum handlowo-usługowego. Są to drobne butiki z pamiątkami, jest też samoobsługowy bar, ale uwaga, jest drożej niż w okolicznych pizzeriach i kebabach...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_dm7gR2MlVzo/SHnsdUV8C1I/AAAAAAAAEaU/w_Hi4Y_aQrk/s1600-h/HPIM6290.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_dm7gR2MlVzo/SHnsdUV8C1I/AAAAAAAAEaU/w_Hi4Y_aQrk/s200/HPIM6290.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5222465231333886802" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Akwarium to robi dobre wrażenie, choć cena biletu jest kolosalna, zdaje się większa niż za zwiedzanie akwarium w Chicago, które, jest znacznie większe i posiada większą ilość najbardziej spektakularnych gatunków tj. delfiny orki, foki. Tam zobaczymy nawet ośmiornice...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja generalna uwaga jest taka, że Genueńczycy zupełnie nie zmienili swoje  kupieckiej mentalności, więc głównie chcą zarobić. Wraz z biletem nie dostaniemy nawet mapki akwarium.&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_dm7gR2MlVzo/SHnsLhH2ksI/AAAAAAAAEaM/9SKklHwuO0A/s1600-h/HPIM6294.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_dm7gR2MlVzo/SHnsLhH2ksI/AAAAAAAAEaM/9SKklHwuO0A/s200/HPIM6294.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5222464925526823618" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; Musimy wydać 2.50 EU za dodatkowy przewodnik, niestety choć zauważyłem wielu polskich  turystów, przewodnika po polsku nie dostaniemy;). W trakcie zwiedzania, musimy przejść przez dwa sklepy z pamiątkami, niestety nie da sie ich obejść. Ach ci Genueńczycy...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2237692942468434781-23786643262625214?l=mojewlochy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojewlochy.blogspot.com/feeds/23786643262625214/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2237692942468434781&amp;postID=23786643262625214' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2237692942468434781/posts/default/23786643262625214'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2237692942468434781/posts/default/23786643262625214'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojewlochy.blogspot.com/2008/07/akwarium-w-genui.html' title='Akwarium w Genui'/><author><name>KMG</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09974135205431882018</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp2.blogger.com/_dm7gR2MlVzo/SHnrdoft6RI/AAAAAAAAEZ0/F8xXXvcv1gs/s72-c/HPIM6257.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2237692942468434781.post-219655095846508693</id><published>2008-07-13T04:07:00.000-07:00</published><updated>2008-07-19T04:32:36.297-07:00</updated><title type='text'>Genua - miasto portowe</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_dm7gR2MlVzo/SIHO-533PHI/AAAAAAAAEdc/X2wJHuk5-a0/s1600-h/HPIM6239.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_dm7gR2MlVzo/SIHO-533PHI/AAAAAAAAEdc/X2wJHuk5-a0/s200/HPIM6239.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5224684622808824946" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Z racji wakacji następną jednodniową wycieczkę zaplanowałem nad morzem. Wybrałem Genue (wł. Genova). Miasto portowe nad morzem liguryjskim. Planując jednodniową wycieczkę ograniczam się do celów, do których mogę dotrzeć &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_dm7gR2MlVzo/SIHMgQ7czTI/AAAAAAAAEcs/ptC6ZX7TU-0/s1600-h/HPIM6244.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_dm7gR2MlVzo/SIHMgQ7czTI/AAAAAAAAEcs/ptC6ZX7TU-0/s200/HPIM6244.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5224681897398684978" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;w ciągu góra trzech godzin pociągiem. Do Genui pociąg typu &lt;i&gt;regionale&lt;/i&gt; (cos jak nasz zwykły) z Turynu jedzie około 2.5h. Pociągów typu &lt;i&gt;regionale&lt;/i&gt; jest kilka w ciągu dnia (cena 8.75 EU). Są też nieco droższe pociągi typu IC (intern city). Wyjechałem o 8.25 znaczna część trasy ciągnie się przez równiny Piemontu. Największe miasto po drodze to Alesssandria (wciąż w Piemoncie). Wjazd do Ligurii, której stolica jest Genua, oznacza pojawienie się gór. Od tej pory pociąg jedzie kolejnymi długimi tunelami. Wyjeżdżając z ostatniego tunelu widzimy wspaniały widok na zatokę genuską i Genue, &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_dm7gR2MlVzo/SIHNIV1LkeI/AAAAAAAAEc8/og1sZS5oRcQ/s1600-h/HPIM6255.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_dm7gR2MlVzo/SIHNIV1LkeI/AAAAAAAAEc8/og1sZS5oRcQ/s200/HPIM6255.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5224682585909334498" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;która wyrasta z doliny pomiędzy górami i ciągnie się wzdłuż wybrzeża ponad 34 km.&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;Wysiadłem na &lt;i&gt;stazione principe,&lt;/i&gt; która znajduję się bardzo blisko starówki i portu Antico. Wychodząc z dworca kolejowego, zamiast kupować mapę miasta, pokierowałem się ożywczym wiatrem od strony morza. Wcześniej zrobiłem zdjęcie pomnikowi najsłynniejszego Genuczyka (Krzysztof Kolumb). &lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_dm7gR2MlVzo/SIHNmAUNNuI/AAAAAAAAEdE/_0XhHdSTVOM/s1600-h/HPIM6259.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_dm7gR2MlVzo/SIHNmAUNNuI/AAAAAAAAEdE/_0XhHdSTVOM/s200/HPIM6259.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5224683095529961186" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Po kilku minutach spaceru można zobaczyć port i zatokę. Wzdłuż nabrzeża ciągnie się estakada samochodowa. Przechodząc po nią doszedłem do &lt;i&gt;Stazione Marittima,&lt;/i&gt; budynku powiedziałbym w stylu kolonialnym. Stąd kiedyś odchodziły parowce do USA. Teraz jest to przystań dla statków turystycznych. A właściwie molochów turystycznych, zdolnych zabrać chyba kilka tysięcy pasażerów…. Tego dnia na przystani stał miedzy innymi &lt;i&gt;Ocean Village 2.&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_dm7gR2MlVzo/SIHORS2XmgI/AAAAAAAAEdM/bkDvZLOOOTs/s1600-h/HPIM6301.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_dm7gR2MlVzo/SIHORS2XmgI/AAAAAAAAEdM/bkDvZLOOOTs/s200/HPIM6301.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5224683839239461378" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Moim pierwszym celem było akwarium genuskie, o którym w następnym poście. Udałem się, więc wzdłuż nabrzeża i dotarłem do portu Antico. Starego portu przebudowanego z okazji Expo i 500-tnej rocznicy odkrycia przez Kolumba Ameryki. Tutaj najpierw natkniemy się na muzeum morskie, a potem na galerę (w sumie chyba jakąś replikę), na której Roman Polański kręcił &lt;i&gt;Piratów.&lt;/i&gt; &lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_dm7gR2MlVzo/SIHOrvpFyWI/AAAAAAAAEdU/SPgzm4PPsPk/s1600-h/HPIM6304.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_dm7gR2MlVzo/SIHOrvpFyWI/AAAAAAAAEdU/SPgzm4PPsPk/s200/HPIM6304.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5224684293644994914" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Po kilku minutach dotarłem do akwarium. Wzdłuż akwarium ciągnie się molo, na którym na końcu znajdziemy wiele ławek, dobre miejsce na opalanie. Z końca mola roztacza się też wspaniały widok na Genue. Która wypełniona jest tysiącem ciasno położonych kamienic. Miasto ograniczone jest przez wzgórza roztaczające się nad nim. W porcie Antico znajdziemy także symbol Genui zwany Bigo, rzeźba składająca się z kilu ramion przypominających portowe Żurawie. Tuż obok akwarium znajduję się &lt;i&gt;Bolla &lt;/i&gt;szklarnia w kształcie kuli z roślinnością tropikalną wewnątrz. &lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_dm7gR2MlVzo/SIHPkeZvlaI/AAAAAAAAEdk/Imu3QuYE9JI/s1600-h/HPIM6330.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_dm7gR2MlVzo/SIHPkeZvlaI/AAAAAAAAEdk/Imu3QuYE9JI/s200/HPIM6330.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5224685268269766050" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Po wizycie w akwarium skierowałem się do najstarszej części Genui. Zanurzyłem się w niezliczoną ilość wąskich uliczek zwanych &lt;i&gt;caruggi&lt;/i&gt;. Niekiedy są one szerokie na wyciągnięcie ręki. Kamienice natomiast są stosunkowo wysokie, mają po kilka kondygnacji. Ale porównywalne są z naszymi 5-6 piętrowymi budynkami. Tak, więc wchodzimy w uliczki, które zawsze są ocienione, roztacza się tam zapach wilgoci i ryb. Wydaję się, że stare miasto jest zamieszkałe głównie prze ludność pochodzenia afrykańskiego i azjatyckiego. &lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_dm7gR2MlVzo/SIHQpQHR9RI/AAAAAAAAEd0/CdSf141WokI/s1600-h/HPIM6335.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_dm7gR2MlVzo/SIHQpQHR9RI/AAAAAAAAEd0/CdSf141WokI/s200/HPIM6335.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5224686449845204242" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Na wielu kamienicach znajdziemy rzeźby Madonny (&lt;i&gt;Madonnette&lt;/i&gt;). Po obejrzeniu starówki, kilku kościołów i placów jedną z bardziej reprezentacyjnych ulic, deptaków via Garibaldi do stazione principe. &lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;Miasto ładne ale męczące,&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2237692942468434781-219655095846508693?l=mojewlochy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojewlochy.blogspot.com/feeds/219655095846508693/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2237692942468434781&amp;postID=219655095846508693' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2237692942468434781/posts/default/219655095846508693'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2237692942468434781/posts/default/219655095846508693'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojewlochy.blogspot.com/2008/07/genua-miasto-portowe.html' title='Genua - miasto portowe'/><author><name>KMG</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09974135205431882018</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp1.blogger.com/_dm7gR2MlVzo/SIHO-533PHI/AAAAAAAAEdc/X2wJHuk5-a0/s72-c/HPIM6239.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2237692942468434781.post-302620039205715996</id><published>2008-05-07T02:53:00.000-07:00</published><updated>2008-05-07T09:20:09.972-07:00</updated><title type='text'>U podnóża Mont Blanc</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_dm7gR2MlVzo/SCF9QTlu5WI/AAAAAAAADzM/-0hWhYjfuiw/s1600-h/HPIM5715.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_dm7gR2MlVzo/SCF9QTlu5WI/AAAAAAAADzM/-0hWhYjfuiw/s200/HPIM5715.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5197573164052178274" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Niewątpliwie jedną z największych atrakcji Włoch są góry. Nadają one malowniczy charakter całemu półwyspowi apenińskiemu. Turyn leży u podnóża Alp. W dni „bez smogu” z miasta możemy podziwiać szczyty Alp nadmorskich, koptyjskich, itd. W szczególności wyrażenie widać piramidalny szczyt Monte Viso. Najbliżej Turynu znajduję się dolina Susa. Tam znajdziemy kilka znanych ośrodków narciarskich, tam odbywały się zawody olimpijskie w 2006 r. Z Turynu łatwo jest też dostać się do jednej z najpiękniejszych dolin alpejskich, doliny Aosty. Jest to region posiadający autonomię, jego stolicą jest Aosta. W regionie tym znajdują się jedne z dwóch najbardziej znanych masywów górskich, masyw Mont Blanc oraz masyw Mont Cervino (słynny Matterhorn). Na południu regionu roztacza się bajecznie piękny park narodowy Grand Paradiso.&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_dm7gR2MlVzo/SCGQzzlu5YI/AAAAAAAADzc/OYhzRql3FkY/s1600-h/HPIM5729.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_dm7gR2MlVzo/SCGQzzlu5YI/AAAAAAAADzc/OYhzRql3FkY/s200/HPIM5729.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5197594664658462082" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;W długi weekend kwietniowo-majowy (we Włoszech 25 kwietnia i 1 Maja to święta państwowe) odwiedziła mnie moja Agą. Zaplanowaliśmy sobie jednodniową wycieczkę w góry. Początkowo myślałem o dolinie Susa. Nie chcieliśmy pokonywać żadnego szlaku górskiego, nie mieliśmy na to czasu, a i warunki wciąż są dość trudne (śnieg itd.). Mój plan był następujący: pojechać do jakiejś górskiej miejscowości, pozwiedzać ją, ewentualnie pospacerować po okolicy. Moi włoscy znajomi zasugerowali mi dolinę Aosty, wraz z Aostą i snobistycznym kurortem Courmayeur.&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style=""&gt; &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;Aosta to stare rzymskie, a potem znane średniowieczne miasto. Do dziś zachowały się szczątki teatru rzymskiego. &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_dm7gR2MlVzo/SCGNiDlu5XI/AAAAAAAADzU/QbS2MQ1BwS4/s1600-h/HPIM5726.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_dm7gR2MlVzo/SCGNiDlu5XI/AAAAAAAADzU/QbS2MQ1BwS4/s200/HPIM5726.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5197591061180900722" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;W niezłym stanie zachował się łuk triumfalny Porta Pretoria. Generalnie starówka miasta wygląda jak zakonserwowana próbka średniowiecznego budownictwa. Natomiast Courmayeur jest znanym ośrodkiem narciarskim leżącym u pod nurza Mont Blanc. Z naszej perspektywy największą atrakcją tej miejscowości była kolejka linowa (www.montebianco.com), przechodząc wzdłuż masywu Mont Blanc z miejscowości La Palud pod Courmayeur do Chamonix. Kolejka w najwyższym punkcie wznosi się na 3777 m.n.p.m. Można wyruszyć z La Palud do Chamonix i wrócić autobusem 11 kilometrowym tunelem pod masywem Mont Blanc. Przejazd kolejką stał się głównym celem naszej wycieczki.&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;Wybraliśmy się pociągiem z Turynu do Aosty. Wyruszyliśmy o 9.25. &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_dm7gR2MlVzo/SCGQ9Dlu5ZI/AAAAAAAADzk/CtgBDx8JT9o/s1600-h/HPIM5737.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_dm7gR2MlVzo/SCGQ9Dlu5ZI/AAAAAAAADzk/CtgBDx8JT9o/s200/HPIM5737.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5197594823572252050" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Bilet dla jednej osoby kosztuję 7.35 EU. Droga jest niezmiernie malownicza, wjeżdżając do doliny, z obydwu stron podziwialiśmy ośnieżone szczyty gór. Prawie w każdej mijanej miejscowości, odnotowywaliśmy piękny średniowieczny zamek. Po około 2 godzinach byliśmy w Aoście. &lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;Na placu Emilio Chanoux n. 45 zasięgnęliśmy informacji w biurze turystycznym, zaopatrzono nas w darmowy plan Aosty, poinformowano nas ogólnie o kolejce linowej. &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_dm7gR2MlVzo/SCGRQDlu5aI/AAAAAAAADzs/O7WYx_A_9xk/s1600-h/HPIM5755.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_dm7gR2MlVzo/SCGRQDlu5aI/AAAAAAAADzs/O7WYx_A_9xk/s200/HPIM5755.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5197595149989766562" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Dostaliśmy także rozkład jazdy autobusów. Okazało się, że następny autobus do Courmayeur odjeżdża za około 1.5 godziny. Czas ten wykorzystaliśmy na zwiedzanie Aosty. Spacerując  wzdłuż murów rzymskich i dotarliśmy do kolegiaty Pietro e Orso. Święty Orso jest patronem miasta. Warto wejść do środka i zwrócić uwagę na mozaikową podłogę. Obok kościoła znajdują się zabytkowe krużganki, niestety nie wolno ich fotografować. Naprzeciwko kolegiaty rośnie ponad 480 letnia akacja.  kolegiata, została zbudowana w X w. Potem była przebudowywana, co łatwo można zauważyć stojąc od frontu kościoła. Z kolegiaty udaliśmy się do ruin Teatro Romano. Stad widać wierze katedry, którą też warto zobaczyć. Ta budowla, podobnie jakWarto zaznaczyć, że Turyńska karta muzealna pozwala na wejście również do kilku muzeów w Aoście. Niech mi będzie wolno jeszcze wspomnieć, że z Aosty roztacza się doskonały widok na okoliczne szczyt i stoki alpejskie. Jedn z wyciągów narciarskiego jest usytuowana nie daleko dworca kolejowego.&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_dm7gR2MlVzo/SCGRdTlu5bI/AAAAAAAADz0/-q_uEtM_QVY/s1600-h/HPIM5778.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_dm7gR2MlVzo/SCGRdTlu5bI/AAAAAAAADz0/-q_uEtM_QVY/s200/HPIM5778.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5197595377623033266" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;O 12.20 wyruszyliśmy autobusem do Courmayeur (cena jednego biletu to 3.10 EU). W każdej mijanej miejscowości odnotowaliśmy przepiękny zamek. Po niespełna godzinie byliśmy na miejscu, okazało się, że La Palud jest jakieś kilka kilometrów wyżej. Na dworcu autobusowym nie mogliśmy znaleźć rozkładu jazdy autobusów. Informacja turystyczna (mieści się na dworcu autobusowym) była zamknięta (otworzyli ją dopiero popołudniu). Ku naszemu olbrzymiemu rozczarowaniu pracownik najbliższego baru powiedział mi, że kolejka dziś nie kursuje. Mimo wszystko&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_dm7gR2MlVzo/SCGR7Tlu5eI/AAAAAAAAD0M/9DHHO4VNx7I/s1600-h/HPIM5821.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_dm7gR2MlVzo/SCGR7Tlu5eI/AAAAAAAAD0M/9DHHO4VNx7I/s200/HPIM5821.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5197595893019108834" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; postanowiliśmy udać się na piechotę do La Palud. Droga widzie pod górę, stronie drogi. Tego dnia chmury tylko na chwile go odsłoniły. Od pewnego miejsca mogliśmy podziwiać czoło lodowca Brenva spływającego z Mont Blanc. Po ponad godzinie byliśmy w La Palud. Gdzie ku naszej radości dowiedzieliśmy się, że kolejka jest czynna. Niestety okazało się, że na pełną wycieczkę (do Chamonix) jest już za późno. Bilet pełnej wycieczki to koszt 87 EU za jedną osobę, cena uwzględnia autobus powrotny. Zdecydowaliśmy się na wjazd do ostatniej stacji po włoskiej stronie masywu - stacji Point&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_dm7gR2MlVzo/SCGRvjlu5dI/AAAAAAAAD0E/rVzWOlC9dEY/s1600-h/HPIM5809.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_dm7gR2MlVzo/SCGRvjlu5dI/AAAAAAAAD0E/rVzWOlC9dEY/s200/HPIM5809.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5197595691155645906" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; Helbronner (3462 m.n.p.m) – koszt dwu biletów to ponad 50 EU. Najpierw wjeżdżaliśmy w pewnym momencie można dostrzec Mont Blanc znajduje się on po lewej  wagonikiem do stacji Pavillon du Mont Frety (2173 m.n.p.m). W tej części kolejki, liny zawieszone są miedzy kilkoma słupami. Następnie przesiadaliśmy się do niewielkiego wagoniku, który przeciągany jest na linie pomiędzy Pavillon du Mont Frety, a stacją Refuge Torino (3335 m.n.p.m). Na kolejnej stacji przesiedliśmy się do jeszcze mniejszego wagoniku idużym przestronnym dosłownie wciągnięto nas do ostatniej stacji po stronie włoskiej Punta Helbronner. &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_dm7gR2MlVzo/SCGSRjlu5gI/AAAAAAAAD0c/1ejAHE3KFs8/s1600-h/HPIM5843.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_dm7gR2MlVzo/SCGSRjlu5gI/AAAAAAAAD0c/1ejAHE3KFs8/s200/HPIM5843.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5197596275271198210" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Wyszliśmy na taras widokowy, gdzie roztaczał się przepiękny widok, stąd narciarze zjeżdżają na stronę Francuzką, do Chamonix. &lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;Wydaję się, że najbardziej emocjonująca jest jazda kolejką pomiędzy ostatnią stacja włoską, a Aiguille du Midi (3842 m.n.p.m) jest to dystans około 5 km. Kolejki przez 0.5 h suną po linie zawieszonej pomiędzy obydwoma stacjami, lina te jest podwieszona o jeden z pobliskich szczytów. Pod trasą kolejki znajduję się&lt;span style=""&gt;  &lt;/span&gt;lodowiec zwany „wielkim zębem”. &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_dm7gR2MlVzo/SCGRoDlu5cI/AAAAAAAADz8/YIFER8Mo5zc/s1600-h/HPIM5806.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_dm7gR2MlVzo/SCGRoDlu5cI/AAAAAAAADz8/YIFER8Mo5zc/s200/HPIM5806.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5197595562306627010" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Będący też nieograniczoną nartostradą. &lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;Cóż, następnym razem pojedzimy aż do Chamonix (może na nartach). Wróciliśmy do La Palud, a potem na nogach do Courmayeur. Niestety było już po 16 i wszystkie restauracje były zamknięte (we Włoszech restauracje itd. są czynne w porze obiadu od ok. 11.30 do 15, a potem w porze kolacji 19-22.30). Zatem oczekując na autobus wypiliśmy kawę. Przybyliśmy do Aosty 5 minut przed odjazdem pociągu do Turynu. &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_dm7gR2MlVzo/SCGSFTlu5fI/AAAAAAAAD0U/Bhj8r1izYNI/s1600-h/HPIM5858.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_dm7gR2MlVzo/SCGSFTlu5fI/AAAAAAAAD0U/Bhj8r1izYNI/s200/HPIM5858.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5197596064817800690" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Na szczęście bilety miałem już zakupione, a z dworca autobusowego jest jakieś 2 minuty spacerkiem do stacji kolejowej. &lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;Kwadrans przed 21 byliśmy z powrotem w Turynie.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2237692942468434781-302620039205715996?l=mojewlochy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojewlochy.blogspot.com/feeds/302620039205715996/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2237692942468434781&amp;postID=302620039205715996' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2237692942468434781/posts/default/302620039205715996'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2237692942468434781/posts/default/302620039205715996'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojewlochy.blogspot.com/2008/05/u-podnua-mont-balnc.html' title='U podnóża Mont Blanc'/><author><name>KMG</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09974135205431882018</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp2.blogger.com/_dm7gR2MlVzo/SCF9QTlu5WI/AAAAAAAADzM/-0hWhYjfuiw/s72-c/HPIM5715.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2237692942468434781.post-2131786550076346894</id><published>2008-04-21T13:43:00.000-07:00</published><updated>2008-04-22T12:12:51.893-07:00</updated><title type='text'>Tłok w autobusach</title><content type='html'>Po kilku dniach spędzonych w autobusach i tramwajach turyńskiej komunikacji miejskiej (&lt;a href="http://www.comune.torino.it/gtt/"&gt;GTT&lt;/a&gt;) można być wyraźnie zmęczonym nieustającym tłokiem i przepychankami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Może trochę przesadzam, ale każdy średnio rozgarnięty człowiek zauważy, że ludzie mimo, dużych przestrzeni w autobusie, zawsze kumulują się przy drzwiach wyjściowych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Każdy szanujący się Torinesse, staje, co najmniej na jeden przystanek przed wyjściem, przy drzwiach, by czasem zdążyć i opuścić na czas z autobusu czy tramwaju.  Często można zaobserwować, już na dwa przystanki przed docelowym miejscem podróży, stojących u wyjścia pasażerów, nerwowo wyczekujących na otwarcie drzwi. Zachowanie to nie zależy od wieku pasażera, od rasy, wyznania, czy sposobu bycia...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zachowanie takowe można częściowo wytłumaczyć systemem jaki jest praktykowany w całych Włoszech. Autobus/tramwaj zatrzymuje się na przystanku tylko gdy, stojąc na przystanku zamachamy do kierowcy, bądź w tramwaju wciśniemy odpowiedni guzik, przycisk.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I rzeczywiście, zdarzyło mi się, że niezbyt ochoczo machałem na  autobus i ten nie raczył się zatrzymać. Z drugiej strony kumulowanie się ludzi przy wyjściu w autobusie sprawia, że musimy na dwa przystanki wcześnie przepychać sie do drzwi by zdążyć wyjść, stąd mamy efekt błędnego koła i tak do końca komunikacji miejskiej w Turynie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie pamiętam by takie zachowanie cechowało mieszkańców innych miast włoskich..., trzeba to będzie szerzej sprawdzić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.S.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Musze przyznać, że komunikacja miejska w Turynie jest świetnie zorganizowana. Wysyłając sms możemy dowiedzieć się o czasie nadjeżdżających autobusów, tramwajów. Na wielu przystankach  istnieje elektroniczny system informacji. Cały system bazuję na technologi GPS. Ciekawostką, bardzo użyteczną dla nowych mieszkańców miasta, jest strona &lt;a href="http://www.5t.torino.it/5t/en/home"&gt;http://www.5t.torino.it/5t/en/home&lt;/a&gt;, gdzie wpisując dokładny adres, z którego wyruszamy i adres do którego zmierzamy, uzyskujemy możliwe połączenia łącznie z czasem przejścia piechotą. Kierowcy są bardzo życzliwi i nigdy nie zamykają drzwi przed pasażerem. GTT urządza często festyny, a ciekawostką jest tramwaj restauracja. Jest tramwaj jeżdżący wolno po mieście, w którym możemy zjeść kolacje, w warunkach bardzo restauracyjnych.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2237692942468434781-2131786550076346894?l=mojewlochy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojewlochy.blogspot.com/feeds/2131786550076346894/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2237692942468434781&amp;postID=2131786550076346894' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2237692942468434781/posts/default/2131786550076346894'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2237692942468434781/posts/default/2131786550076346894'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojewlochy.blogspot.com/2008/04/tok-w-autobusach.html' title='Tłok w autobusach'/><author><name>KMG</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09974135205431882018</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2237692942468434781.post-1974020860539679138</id><published>2008-04-21T12:52:00.000-07:00</published><updated>2008-04-21T13:29:29.825-07:00</updated><title type='text'>Bazylika de Superga, Turyn</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_dm7gR2MlVzo/SAzxtJUwdQI/AAAAAAAADa0/dHjbz7alHsk/s1600-h/HPIM5472.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 253px; height: 191px;" src="http://bp2.blogger.com/_dm7gR2MlVzo/SAzxtJUwdQI/AAAAAAAADa0/dHjbz7alHsk/s320/HPIM5472.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5191790228350727426" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Jedną z atrakcji turystycznych Turynu jest niewątpliwie Bazylika de Superga, lub Bazylika Juvarry. Juvarra był podobno znanym architektem barokowym.  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;Dlaczego odwiedzić to miejsce? Po kilku miesiącach spędzonych w Turynie przywykłem do widoku dwu charakterystycznych budowli: Mole Antonelliana, najbardziej znana budowla Turynu (więcej o niej napiszę innym razem) oraz bazylika de Superega. Ta druga budowla jest położona na szczycie (660 m.n.p.) jednego ze wzgórz znajdujących się po wschodniej stronie miasta. Jest to piękny barokowy kościół widoczny z wielu miejsc w Turynie. Od początku mojego pobytu w mieście zastanawiałem się, co to za budowla, czy to jakiś pałac czy świątynia?&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="text-align: left;" class="MsoNormal"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_dm7gR2MlVzo/SAz0TJUwdUI/AAAAAAAADbU/w4s8mA9d1DY/s1600-h/HPIM5514.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 286px; height: 248px;" src="http://bp2.blogger.com/_dm7gR2MlVzo/SAz0TJUwdUI/AAAAAAAADbU/w4s8mA9d1DY/s320/HPIM5514.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5191793080209012034" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Bazylika została zbudowana w podzięce Matce Najświętszej za odniesione zwycięstwo króla Wiktora Amadeusza II nad połączonymi armiami Hiszpanów i Francuzów (1700 r.). Król wspiął się na wzgórze by ocenić siły wroga i złożył obietnice, że gdy zwycięży zbuduje w tym miejscu bazylikę. Obietnicy dotrzymał i mamy teraz możliwość zwiedzania.&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;    &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;Wycieczka do bazyliki zajmie nie wiele czasu, gdy wybierzemy się tam samochodem. Do bazyliki dojeżdża także autobus komunikacji miejskiej nr.79. Ale chyba najciekawszą opcją jest wybranie się „tramwajem zęba&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_dm7gR2MlVzo/SAzyGpUwdRI/AAAAAAAADa8/1w_doMb7bMQ/s1600-h/HPIM5500.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 238px; height: 178px;" src="http://bp0.blogger.com/_dm7gR2MlVzo/SAzyGpUwdRI/AAAAAAAADa8/1w_doMb7bMQ/s320/HPIM5500.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5191790666437391634" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;tym” – tak przetłumaczyłem angielską nazwę rack tram.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Tę zabytkowa linia tramwajową (kolejowa linia górska?) została oddana do użytku 26 kwietnia roku 1884. U podnóża wzgórza znajdziemy stację: stawione Sassi. Znajduję się ona niedaleko pętli tramwajowej dla tramwaju nr 15. Tym tramwaje dotarłem do kolejki. Za 5.50 EU zakupiłem bilet w dwie strony. Stacja urządzona jest bardzo urokliwie. Znajdziemy tutaj bar, małe muzeum poświęcone tramwajom. Generalnie tramwaj zębaty jest obsługiwany przez GTT, czyli: przedsiębiorstwo komunikacji miejskiej w Turynie. Należy zaznaczyć, że linia jest obsługiwana przez wersje tramwajów z roku 1935. &lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;Kolejka jednorazowa może zabrać do 210 osób, pokonuję 3.10 km wspina się prawie na sam szczyt wzgórza, pokonując różnice wzniesień 425 m. W najbardziej stromym miejscu nachylenie sięga 21%. Po drodze mijamy trzy stacje pośrednie, jednak kolejka się tu nie zatrzymuje. Wyjątkiem jest stacja Radoppio, znajdującą się mniej więcej po środku drogi, tutaj kolejki jadące z góry i z dołu mogą się minąć, wówczas jedna z nich zatrzymuję się na kilka minut. &lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;Po 18 minutach docieramy na górną stacje. Stąd widać już wyraźnie monumentalny budynek&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_dm7gR2MlVzo/SAzzqJUwdSI/AAAAAAAADbE/zWjUAodwF-k/s1600-h/HPIM5540.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_dm7gR2MlVzo/SAzzqJUwdSI/AAAAAAAADbE/zWjUAodwF-k/s320/HPIM5540.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5191792375834375458" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_dm7gR2MlVzo/SAzz9ZUwdTI/AAAAAAAADbM/ZPVsXouJlOI/s1600-h/HPIM5509.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_dm7gR2MlVzo/SAzz9ZUwdTI/AAAAAAAADbM/ZPVsXouJlOI/s320/HPIM5509.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5191792706546857266" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; bazyliki. Po 5 minutowym spacerze jesteśmy na szczycie, przed schodami do bazyliki. Rozciąga się stąd urzekający widok na Turyn, jeśli nie ma smogu i jest pogodnie widać zapewne niekończące się pasma Alp.&lt;/p&gt;   &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;Muszę napisać, że ku mojemu olbrzymiemu zaskoczeniu, budynek bazyliki jest zniszczony i zaniedbany. Za bazyliką znajdziemy olbrzymi kompleks, chyba klasztorny w równie złym stanie.&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;       &lt;p class="MsoNormal"&gt;Można wejść do środka kościoła, co tez uczyniłem. W&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_dm7gR2MlVzo/SAz0c5UwdVI/AAAAAAAADbc/xKStC-Ti3uk/s1600-h/HPIM5517.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_dm7gR2MlVzo/SAz0c5UwdVI/AAAAAAAADbc/xKStC-Ti3uk/s200/HPIM5517.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5191793247712736594" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; środku zauważyłem wiszącą informacje o możliwości wejścia na kopułę bazyliki. Przy próbie wejścia, usłyszałem od kasjera, że ze względu na złą pogodę nie wpuszczają, bo to mogłoby być niebezpieczne dla zwiedzających. Musiałem jednak wyglądać dość pewnie, bo po krótkiej wymianie zdań (mówił nie najgorszym angielskim), sprawdził wychodząc na zewnątrz czy nie poda deszcz i wpuścił mnie do wierzy. Wchodzi się bardzo wąskimi i krętymi schodami dość wysoko do góry. Na samej górze należy wejść w jeszcze węższą klatkę schodową i wreszcie wychodzimy na kopułę. Wychodząc na zewnątrz&lt;br /&gt;                                       zrozumiałem obawy kasjera. Wychodzimy na wąski daszek&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_dm7gR2MlVzo/SAz0mZUwdWI/AAAAAAAADbk/7RRTQydCbxE/s1600-h/HPIM5523.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_dm7gR2MlVzo/SAz0mZUwdWI/AAAAAAAADbk/7RRTQydCbxE/s200/HPIM5523.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5191793410921493858" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; obiegający kopułę bazyliki do o koła. Jest on wprawdzie ogrodzony, ale jest lekko pochyły i jest pokryty zwykła papą. Można się poślizgnąć. Szkoda, że taka budowla wyraźnie jest skazana na niszczenie. Widok jest wspaniały, choć dzisiaj pogoda była kiepska. Miałem satysfakcje, że tego dnia byłem pierwszą i chyba ostatnią osobą, która została wpuszczona na górę. Przede mną grupa polskich turystów została odprawiona z kwitkiem.&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_dm7gR2MlVzo/SAz0wJUwdXI/AAAAAAAADbs/xQF7MNz5k-Q/s1600-h/HPIM5533.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_dm7gR2MlVzo/SAz0wJUwdXI/AAAAAAAADbs/xQF7MNz5k-Q/s200/HPIM5533.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5191793578425218418" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Obchodząc bazylikę do o koła znajdziemy pomnik upamiętniający drużynę AC Torino, najlepszą chyba w historii tego klubu, która zginęła to w katastrofie lotniczej, wracając z meczu w Hiszpanii (w latach 50).&lt;/p&gt;   &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;Wycieczka kolejką zębatą zajmie nam jakieś 2.5 h, ale jest bardzo ciekawa, można złapać trochę świeżego powietrza, którego nie ma zbyt wiele w wiecznie zasmrodzonym Turynie.  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2237692942468434781-1974020860539679138?l=mojewlochy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojewlochy.blogspot.com/feeds/1974020860539679138/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2237692942468434781&amp;postID=1974020860539679138' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2237692942468434781/posts/default/1974020860539679138'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2237692942468434781/posts/default/1974020860539679138'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojewlochy.blogspot.com/2008/04/bazylika-de-superga-turyn.html' title='Bazylika de Superga, Turyn'/><author><name>KMG</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09974135205431882018</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp2.blogger.com/_dm7gR2MlVzo/SAzxtJUwdQI/AAAAAAAADa0/dHjbz7alHsk/s72-c/HPIM5472.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry></feed>
